12.10.14

Live in the moment

Im jestem starsza tym bardziej doceniam to co w życiu najcenniejsze - zdrowie. Coś co jest niesamowitym darem i coś czego nie można kupić za żadne pieniądze. Śmierć Ani Przybylskiej jeszcze bardziej uświadomiła mi, że nikt z nas nie wie co jest mu w życiu pisane i powinniśmy się cieszyć każdą chwilą. W ostatnim miesiącu zostałam poddana badaniu, które mogło zmienić całe moje życie - na szczęście wynik okazał się negatywny. Jednakże ten moment czekania i niepewność zmienił moje podejście do wielu spraw.  Nie ważne są rzeczy "posiadane", ale chwile które dzielimy z najbliższymi.  Będąc na obczyźnie jest to znaczenie bardziej utrudnione, dlatego jeszcze bardziej łączę się w cierpieniach z moim 94 letnim dziadkiem po operacji, grypą mamy, cierpieniem babci  i niezdiagnozowanym zatruciem Noego, które spędza mi sen z powiek....

"Żyj pełnią życia; inaczej popełniasz błąd. 
Nie jest szczególnie ważne, czym się zajmujesz, 
jeśli tylko masz życie w swoich rękach. 
Bo jeżeli nie miałeś życia, to co miałeś? 
- Co się raz straci, już jest stracone, nie zapominaj o tym. 
Właściwa chwila to jest każda chwila, którą człowiek będzie miał 
szczęście przeżyć... 
a więc żyj! "*




*"Słoneczne promyki szczęścia" Phila Bosmansa. 

7.10.14

LILI


Decyzję o zakupie kota podejmowaliśmy przez co najmniej trzy lata. Jak dla mnie każdy zwierzak domowy jest jak członek rodziny, z którym trzeba się liczyć tak samo jak z drugą osobą. Ostatnio znalazłam nawet pismo z agencji od której wynajmowaliśmy dom ze zgodą na zamieszkanie kota. Dziwili się dlaczego w listopadzie pytamy o takie  rzeczy, przecież o tej porze roku nie znajdziemy małego pupila. Jednakże tak jak to ze mną bywa, wszystko musiało "dojrzeć" do podjęcia konkretnych kroków.

W moim domu zawsze był tzw. "dachowiec" którego ubóstwiałam! Tym razem chciałam zaryzykować i kupić konkretną rasę. Wybór nie był łatwy. Stawiałam na British Shorthair i Maine Coona. To zupełnie odmienne osobniki. Różnią się nie tylko charakterem, ale także wyglądem. Woda i ogień. Dysponowany przez nas czas i metry kwadratowe zadecydowały za nas. Niedługo po tym Teddy zamieszkał z nami.

Po przeprowadzce w nowe miejsce, ku zaskoczeniu futrzaka ma dużo więcej znajomych na dzielni niż jego rodzice. Co więcej oni wszyscy uwielbiają go odwiedzać nie pytając o jego zgodę oczywiście. Przyczyną wizyt nie jest drabinka, którą tato mu zbudował ani powycinane specjalnie dla niego dziury w płocie. Prawda jest taka, że jeśli komuś zagonił kota to z pewnością jest pod 31 :) 

Pewnego dnia zawitał tutaj także Maine Coon. Piękna ruda kotka, która skradła moje serce. Wyczekiwała na nas pod drzwiami tak jakby znalazła (letniskowy, zastępczy) dom. Szybko podporządkowała sobie Teddusia i znała wszystkie zakamarki w domu, bo jej przecież ma ten sam rozkład! Dostała nawet drugie imię - Lili. 
Kiedy drzwi do ogrodu były otwarte ona ni stąd ni zowąd pojawiała się wskakiwała na kolana i całowała :) Jak tu było można ją wygonić....

Miałam wyrzuty sumienia, bo to przecież to kot jakiegoś sąsiada. Jednakże jej charakter (be more dog) uświadomił mnie, że wcześniej czy później Tedek musi mieć rodzeństwo :) Niedługo po tym pojawił się Neo i bajka obrała zupełnie inny bieg.... ale o tym w innym odcinku.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...