23.3.14

Toaletka

W końcu spełniło się moje kolejne marzenie :)
Zabytkowa toaletka z potrójnym lustrem, pięcioma szufladami z uroczymi uchwytami,  dopasowaną "ryczką" stoi już w mojej sypialni. Mimo, iż chciałam mieć taką od zawsze, kiedy przyszedł czas zakupu kompletnie nie wiedziałam jak ma wyglądać. Szperałam godzinami w sieci i za każdym razem coś było nie tak. Za dużo zdobień, zły kolor,  wygórowana cena. Ostatecznie zdecydowałam, że sama przerobię stary mebel. Swoją perełkę znalazłam na ebay za niewielkie pieniądze i ruszyłam do pracy. Nic nie daje takiej frajdy jak polowanie, potem polerowanie, malowanie szlifowanie, tapicerowanie i ostateczny montaż wszystkich kawałków :) 
Cieszę nią oko od dwóch miesięcy, mimo iż pod mój pędzel wpadło już kilka innych vintage mebli, ten jest nadal moim ulubionym. Makijaż stał się jeszcze przyjemniejszą czynnością, a przeglądanie się w tak wielkim lustrze gwarantuje tylko jedno - świetny humor od samego rana.
Co prawda przesadziłam z ilością szuflad. Moje kosmetyki z zupełności zmieściłyby się w jednej, ale skoro miałam przeznaczone dwa  metry kwadratowe zaszalałam z rozmiarem :)
A no przecież też ma znaczenie, nieprawdaż? :)

Zrobiłam zdjęcie "przed", ale obecnie nie mogę odnaleźć karty na której je zapisałam. Jeśli tylko wpadnie w moje ręce to jeszcze w tym tygodniu dodam to zdjęcie. 
Jak zwykle miałam problem jaki mam wybrać kolor. Miał być jasny, ale mimo iż katalogi z farbami oferują miliony kolorów to półki w sklepie są bardzo skromnie zaopatrzone :( Nie wspominając o próbkach farb do drewna. Broszura pokazuje jeden odcień a rzeczywistość drugi. Cieszę się jednak z wyboru odcienia. Pasuje do tapety i reszty pokoju. Mimo, iż w planach mam przenieść toaletkę do innego pomieszczenia jak na razie zapowiada się, że dłużej tu pomieszka. 
Jak Wam się podoba? 

16.3.14

Me On Instagram

Każdego weekendu mam nadzieję, że uda mi się zrobić choć kilka zdjęć. Niezależnie czy chcę być modelem czy fotografem planu nigdy nie udaje się zrealizować. Sytuacja powtarza się mniej więcej od pół roku. O filmach nawet nie marzę (ponieważ są bardziej pracochłonne). Mam nadzieję, że jak tylko uporamy się z "dekoracją" większej części domu uda mi się nadrobić wszelkie oczekiwane projekty. Tymczasem zapraszam Was na migawki z Instagramu ...
Nowy dom pozwala mi realizować wiele marzeń. W końcu mogę mieć kwiaty w łazience i eksponować wszelkie kobiece bibeloty :)
Teddy zadomowił się już na dobre. Zna każdy zakamarek domu, a teraz nadszedł czas na długie spacery. Wprawdzie mama wciąż przeżywa dłuższe niż godzinne zniknięcie, nawet jak jaj dobitnie mruczuniam, że nam drogę do domu :)
Praktycznie każdy weekend spędzam w domu. Nadganiam to co najpilniejsze, aby już za miesiąc móc wybrać się na jakąkolwiek "wycieczkę". Powoli żegnam sklepy, które były moim drugim domem (IKEA, Laura Ashley, B&Q, Homebase) i odkrywam nowe, o niebo tańsze i pełne niekończących się historii. 
Z jednego z nich przywiozłam moją toaletkę. Już niedługo będzie ona głównym bohaterem posta :)
Zdjęcie powyżej prezentuje kawałek mojej kuchni :) Pomieszczenia gdzie reorganizacja trwała najdłużej, i miejsca gdzie uwielbiam przebywać. W końcu mam szafkę na której mogę eksponować kuchenne piękności i moją ukochaną porcelanę.  
Czasu na odpoczynek mam  jak na lekarstwo. Wciąż w biegu. Nie potrafię jednak siedzieć bezczynnie kiedy dzieją się rzeczy o których tak długo marzyłam.
Ufarbowałam kilka poduszek i w planie mam uszyć kilkanaście :) 
Poniższe migawki pochodzą z 8 Marca. Wspaniały wieczór w magicznym miejscu. Muszę tam wrócić wiosną :) 
Gdziekolwiek się nie znajdę szukam inspiracji. Wnętrze tej restauracji podsunęło mi kilka pomysłów na wystrój domu i technikę malowania drewna.
Pierwszy z trzech zaplanowanych foteli jest już w naszym posiadaniu. Jeden z łatwiejszych i tańszych łupów. Zakupy nocne w IKEA zaowocowały mega zakupami w dziale 'przecena'. Ledwo załadowaliśmy wszystko do samochodu. Śmiechu było co niemiara bo fotel wcale nie należy do najmniejszych i wpakować go do auta jest nie lada wyzwaniem :)

10.3.14

GIRLY WORLD

Nie ważne czy jesteś Polką, Chinką, Japonką, Angielką, Brazylijką czy Czeszką mimo, iż różni Cię narodowość, kolor skóry i język ojczysty w środku jesteście niemal jak dwie krople wody.

Kiedy próbuję rozłożyć zachowania kobiet na czynniki pierwsze chwytam się za głowę i nie mogę uwierzyć własnym myślom. Chodząc do szkół w UK i pracując w kilku miejscach spotkałam dziewczyny z wielu państw, jedne mieszkały tu przez dłuższy, inne przyjechały nauczyć się języka. Przebywając z angielkami na co dzień zauważam tylko jedno.... bycie kobietą to naprawdę "international thing"!
Wszystkie w mniejszym czy większym stopniu kochamy zakupy, świecidełka, przebieranki, make up i chichotamy prawie że na zawołanie. Mamy te same poglądy na większość tematów i tak samo przeżywamy "złamany paznokieć". Kochamy ploty i nienawidzimy "tej" lepszej od nas! Zazdrość, zawiść, miłość do bibelotów i wydawania pieniędzy wypijamy chyba razem z mlekiem matki! Przecież już kilkumiesięczna dziewczynka ciągnie do tego co różowe, brokatowe i... drogie :)

Bycie kobietą nie dość że jest mega ciężkie, to jeszcze mało kto nas rozumie, bo przecież my same mamy dość często z tym problemy. Mimo, iż każda przeżywa hormonalną burzę, to ciężko jej zrozumieć tą samą płeć. Popadamy z skrajności w skrajność, płaczemy bez powodu i zmieniamy zdanie nawet jeśli należymy do tych najbardziej zdecydowanych i pewnych siebie. To ponoć dla drugiej kobiety stroimy się bardziej niż dla faceta. Mężczyzna nie zauważy niedomalowanego kącika oka, czy odpryśnięty lakier na paznokciach, babskie oko nie przegapi takich niedociągnięć i zapewnie staną się one świetnym tematem przy kawie z trzecią wspólną koleżanką.
Spójrzmy jeszcze na jeden z bardziej popularnych tematów dotyczących tej płci - kobieta szef! Jeśli patrzę na siebie w tej roli nie widzę żadnych przeciwwskazań. Miałam jednak w swojej praktyce kilka szefowych i przyznaję szczerze, nie wspominam ich rządów za stabilne i lojalne. W chwili obecnej firma w której pracuję zatrudnia same kobiety i uwierzcie mi atmosfera jest bardziej niż niezdrowa! Kwoki siadają i skaczą sobie do gardeł. Zawsze znajdzie się coś co jest nie tak. Krzywy uśmiech, zła tonacja w odpowiedzi, za cicho wypowiedziane "dzień dobry". Tęsknię za konkretnymi mężczyznami, z którymi można normalnie pracować.

Tegorocznego 8 marca nie raz żałowałam, że urodziłam się kobietą. Czyżby data miała znaczenie dla tych przemyśleń? Nie wiem...
Mimo, iż powitana byłam pięknymi kwiatami jak tylko otworzyłam oczy i zaproszona do jednej z najlepszych restauracji... dzień miałam przeplatany radością i łzami smutku. A to że włosy źle się układają, że potrzebuję więcej czasu (bo myślałam że 1h w zupełności wystarczy), że już nie chce mi się iść, że nie mam co ubrać, że on coś burknął,  buty nie pasują, cera w kiepskim stanie... w rezultacie zdjęłam sztuczne rzęsy (które odkleiły się razem z eye linerem), otarłam głupie łzy, włożyłam płaskie buty i ..... mieliśmy przepiękny wieczór.

Gdyby mój mózg nie przetwarzał tyle informacji na raz, gdybym miała tam pudełka, nawet mogą być szare! Zamknęłabym te co nie pozwalają mi spać, które męczą mnie o każdej porze dnia i zamknęłabym się w tym pustym, tak jak on. Odcięła od wszystkich trosk, w końcu zaznałabym trochę relaksu. W portfelu miałabym więcej pieniędzy, na wieszaku mniej łachów, w kosmetyczce kilka przyborów, zadowoliłoby mnie piwo i dwa talerze w kuchennej szafce. Hm...

Kurcze jednak nudno by było :) Nadal wybieram koronki, futra, pudrowy róż i stos porcelany... :) Natury nie oszukasz!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...