18.2.14

My Food Diary

Ciężko mi dziś uwierzyć, że przez lata byłam tak zwanym niejadkiem. Jeszcze jako nastolatka zmuszałam się do jedzenia, nic mi nie smakowało i modliłam się aby wymyślono tabletkę która zastąpi  cały ten nieprzyjemny rytuał. Będąc dzieckiem zawsze miałam najwięcej do powiedzenia właśnie przy jedzeniu. Każdy machał łyżką, kiedy to ja otwierałam buzię aby wydobyć z niej potok słów. Najgorszym słuchaczem był tato, który stukał sztućcami w mój talerz usilnie namawiając "Pola jedz!". Kiedy wszyscy skończyli ja zostawałam sam na sam z talerzem.... oj życie niejadka nie jest łatwe. Nikt go nie rozumie. :)
W latach osiemdziesiątych miałam chyba zaledwie pięć ulubionych rzeczy nadających się do jedzenia: szparagi, papryka faszerowana, kluski śląskie  i arbuz :) Reszta się nie liczyła :)
Należałam do dziwnych dzieci, nie lubiłam  słodyczy i z chęcią jadałam szpinak. Prawie że wzorowy brzdąc :)
Jako nastolatka dałabym się pokroić za odrobinę zaokrągleń na moim ciele. Nawet kiedy szamałam za dwóch miałam rączki jak u pajączka i wszystkie żeberka na wierzchu. Dziś moja kuchnia wygląda zupełnie inaczej niż obawiała się o to moja mama. Lubię gotować, kocham wymyślać nowe potrawy, a najlepsze dania wychodzą wówczas kiedy robi się "coś z niczego"! Przyznaję jednak, że nie przepadam za polskimi potrawami (za wyjątkiem świąt). Nie gotuję bigosu, pierogów, kotletów, zrazów i innych popularnych w naszym kraju dań. 
Kolejną frajdą jest nakrywanie do stołu. Oczywiście porcelana króluje :) Od piętnastu lat mam słabość to pięknych miseczek, talerzy czy kubków. Mama zawsze mnie wyzywała, że zbieram "skorupy", a ja  wolałam kupić sobie za kieszonkowe fajny garnek (mimo iż mieszkałam z rodzicami) niż kosmetyk czy ciuszek. Nie do pomyślenia co? Z tej strony jeszcze mnie nie znaliście :) Dlatego dziś, kiedy idę na car boot sale, czy do charity shopu nie mogę sobie odmówić pięknego dzbanka, porcelanowego talerza czy innego naczynia które skradnie moje serce a kosztuje zaledwie funta! Kiedyś byłam świadkiem rozmowy pomiędzy Chinką, Japonką i Tajlandką, które nie mogły się nadziwić, że Anglicy (a do tego worka z łatwością można też wrzucić Polaków) mają jedną miskę czy głęboki talerz na wszystko. W ich kulturze zupę, pastę, ryż i inne dania je się z innych kształtów naczyń. Jeśli miałabym się porównać do azjatyckich zwyczajów moje zaopatrzenie kuchni wciąż jest znikome.
Cieszę się, że zdrowe odżywianie stało się na topie. Jestem coraz bardziej świadoma tego co jem. Dzięki temu zakupy w supermarkecie powodują, że 80% sklepu omijam wielkim łukiem. Towar na półkach określam mianem trucizny w którym jest pełno cukru, soli i innych niezdrowych wypełniaczy. Z roku na rok widzę coraz większe postępy w swoim jadłospisie.  Fakt zdarzy się , że czasami zjem jakiś "śmieć" ale nie jest on już podstawą mojego wyżywienia :) 
Dzisiejsza domowa rozmowa na temat jedzenia:
Ja - Jeszcze bym sie zdrowiej odżywiała gdyby nie Ty
On - Byłabyś jeszcze chudsza gdyby nie ja.
Zrozumieć się. To jest to!

6 comments:

  1. Wiem, że to co powiem może być kontrowersyjne bo po każdej stronie są plusy i minusy ale...
    zazdroszczę Ci !!!
    Jestem totalnym przeciwieństwem - zjadam wszystko i w każdej ilości a szczególnie te niezdrowe rzeczy i nie wiem jak wpoić do tego swojego rozumku że robię sobie krzywdę...

    ReplyDelete
  2. Boju co za pyszności, uwielbiam faszerowane papryki. Jeżyn nie mogę się doczekać! Kiedy to lato przyjdzie?

    ReplyDelete
  3. Szpinakowy wyjątek :D

    ReplyDelete
  4. same pyszności, ja nie lube gotować :(

    ReplyDelete
  5. Widzę że wiosna już zawitała na talerzu:) Wszystko wygląsa super kolorowo i smakowicie:)

    ReplyDelete
  6. Anonymous19/2/14 20:41

    Ślinka cieknie na widok tych pyszności, a na dodatek pięknie podane, czysta sztuka.

    ReplyDelete

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...