6.2.14

An English House

Dom, dla większość z nas kojarzy się z oazą spokoju, która daje schronienie przed całym światem. Tylko w tym miejscu czujemy się bezpiecznie, odpoczywamy i nabieramy energii na podbijanie świata.  Emigrant wyjeżdżający za głęboką wodę, przyzwyczajony do Polskich standardów z pewnością zauważy kilka różnic. Nie mam tu na myśli architektury, która według mnie jest przepiękna, ale to co znajdziemy za murami tych stylowych budynków. Moje poniższe spostrzeżenia oparte są na wizycie  w około czterdziestu domach. Tak wiem, naszukałam się trochę....
1. Przedsionek.
Brak korytarza po przekroczeniu drzwi wejściowych jest zupełną normą. Wchodzimy prosto do salonu, bądź kuchni. Jak dla mnie dość nierozsądne rozwiązanie. Nauczona jestem, że ściągam buty po powrocie i zakładam je tuż przed wyjściem na zewnątrz, to samo tyczy się płaszcza. W przypadku kiedy otwieramy drzwi i siadamy na kanapę bądź do kuchennego stołu wychodzi na to, że zostajemy w tym samym ubraniu .... hm i chyba właśnie większość anglików tak robi :) lub trzymamy obuwie pod stołem czy sofą.
2. Rozdwojenie rąk
Po co mieć jeden kurek z ciepłą i zimną wodą?  Można przecież mieć dwa osobne! Tak, podwójne krany w UK są bardzo popularne. Nie mogłam się do tego przyzwyczaić, do dziś wybieram zimną wodę, zawsze lepsze to niż poparzona skóra.
3. Eskimosi. 
Pojedyncze szyby w oknach i brak ocieplenia ścian jest tutaj dość często spotykane.  Zauważyłam, (pewnie nie tylko ja) że Anglicy nie odczuwają zimna tak bardzo jak my Polacy. Tłumaczę to sobie, że różnice temperatur pomiędzy latem a zimą w tym kraju (0-20) nie są tak zróżnicowane jak w Polsce (-20 - +30). Nie dalej jak wczoraj wysiadałam opatulona z samochodu podczas gdy mój sąsiad w krótkim rękawku i spodenkach wrócił z zakupów i rozpakowywał samochód brrrrr (temp. +4)

4. Oszklony pokój.
Konserwatorium to podstawa łapania promieni słonecznych! W Polsce dobudówka ze szklanym dachem i oknami zamiast ścian byłaby zupełnie nieużyteczna. Latem  robiłaby za szklarnię, a zimą za kostnicę. Taras jest o wiele lepszym i tańszym rozwiązaniem. W Anglii jest to jeden z najlepszych pomieszczeń! Mam taki szklany ogrodo-salon od 5 lat. Wiosną rozkoszuję się śniadaniami w porannym słońcu, "latem" wygrzewam się na leżaku, a jesienią grzeję pupę w łapiąc ostatnie promienie słoneczne. 
5. Brak elektryczności. 
Szukaliście kiedyś gniazdka elektrycznego w angielskiej łazience? Życzę powodzenia :) Owszem, czasami zdarzają się, ale wbudowany bezpiecznik nie pozwoli użyć twojej ulubionej suszarki czy prostownicy do włosów. Nie licz też na pralkę, która zazwyczaj stoi w kuchni lub nawet na możliwość zapalenia światła wewnątrz łazienki zwykłym przełącznikiem .... od tego jest sznurek :) Zasady bezpieczeństwa to podstawa. Szkoda, że w innych krajach nie wymyślili czegoś takiego. Zastanawiające. Dopasowali to do swoich obywateli ? ;)
6. Duchy!
Nie zapomnę kiedy po dwóch tygodniach po przyjeździe do UK zostałam sama w domu na około miesiąc. Dom nie był ogromny, ale nie ufałam pojedynczym przeszklonym vintage drzwiom z jednym zamkiem. Pół nocy nasłuchiwałam, czy nikt nieproszony nie zamierza mnie nawiedzić. Co pięć minut umierałam ze strachu. Dałabym się zabić, że ktoś wchodzi po schodach, lub kroczy po salonie..... a to tylko drewniane stropy się rozprężały. Konstrukcja budowlana jest tu ciut inna niż ta dobrze nam znana w Polsce. Bez problemu wiem gdzie jest mój współlokator nawet jeśli mamy do dyspozycji dwa piętra! 
7. Najpraktyczniejsze podłogi w Europie!
Eleganckie, miękkie i jasne dywany dobre są do salonu czy sypialni. Ale chwila, może to tylko moje praktyczne myślenie? Spotykając dywan w łazience w co trzecim domu odstręcza mnie przed przekroczeniem progu tego pomieszczenia!! Wyobrażam sobie ile kryje w sobie bakterii i zarazków.... A fuj!
A jakie są Wasze spostrzeżenia?

Udało mi się znaleźć dom beż powyższych usterek. Przyznaję, punktu numer 6 nie przeskoczyłam, a numer 4 uważałam za obowiązkowy! Mój idealny dom nadal jest "in progress", a posty z tematyką budowlaną-dekoracyjną jeszcze nie raz zagoszczą na tej stonie.

23 comments:

  1. haha, przypomniałaś mi moje pierwsze dni w Anglii :) jak szukałam przez 2 dni światła w toalecie, a później dowiedziałam się, że trzeba pociągnąć za sznurek :P

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja potem z przyzwyczajenia szukałam sznurka w sypialni :)

      Delete
  2. :-) no tak, w Angli w łazience klamką spuszcza się wodę, a spłuczką zapala światło, wszystko na odwrót ;-)

    ReplyDelete
  3. Anonymous6/2/14 21:02

    Co do przedsionku sie nie zgodze, mieszkam w Angli od 7 lat I w jakim mieszkaniu bym nie byla zawsze byl korytarz, wiec chyba koloryzujesz albo obracasz sie w bardzo starym budownictwie...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Świat warto kolorować :)
      A co do korytarza, to zależy od rodzaju budynku. Jeśli szuka się domu/mieszkania już po samych zdjęciach widać, że wejście jest prosto do salonu czy kuchni. Sama mieszkałam w takim. W moim rejonie jest ich bardzo dużo. Pozdrawiam

      Delete
    2. Anonymous7/2/14 13:58

      Ja mam mikro przedsionek. Butow nie zostawisz. Domy, w ktorych wchodzi sie od razu do salonu sa bardziej popularne na polnocy.

      Delete
    3. Anonymous7/2/14 14:02

      i okna otwieraja sie na zewnatrz, wiec trzeba wolac specjaliste od mycia okien bo sam nie umyjesz

      Delete
  4. Świetny post. Uwielbiam czytać o takim spostrzeżeniach z innego kraju. Wyobraziłam sobie ten dywan w łazience. Mnie już dywaniki łazienkowe lub w toaletach przerażają.

    ReplyDelete
  5. Jakze trafny post! Nienawidze 2 kranow, brak gniazdek w lazience i tych dywanow w lazienkach, bleee. Czasem zadaje sobie pytanie kto i dlaczego wpadl na te"genialne" pomysly? Ale za to po takich doswiadczeniach docenia sie polskie budownictwo i jego jakosc :)

    ReplyDelete
  6. Bardzo interesujący wpis! Na każdy nowy post czekam z niecierpliwościa. Na te o nowym domu i jego metamorfozie także:)

    Pozdrawiam serdecznie!

    ReplyDelete
  7. Dywan w łazience - brrrr! Tego bym nie przeskoczyła.

    ReplyDelete
  8. O dywanach i kurkach słyszałam, ale brak przedpokoju?! To mi się w głowie nie mieści ;D

    ReplyDelete
  9. Anonymous7/2/14 13:25

    Bardzo ciekawy wpis. Czekam na więcej :)

    ReplyDelete
  10. Anonymous7/2/14 13:46

    Jakosc budownictwa, nawet nowego jest dosc niska. Mieszkalam kiedys w duzym mieszkaniu - 2 sypialnie, 2 lazienki, french doors, piekne mieszkanie... tylko, ze blok nieocieplony i bez centralnego ogrzewania (co jest bardzo czeste), a zamiast centralnego grzejniki elektryczne, ktore nic nie dawaly. Jak na noc zmniejszylam grzanie w salonie, bo i tak niewiele dawalo to rano mialam w salonie 9 stopni! Ciagle dogrzewalam farelka. Wode ciep[la tez mialam grzana pradem w wielkim baniaku. Rachunki za prad byly masakryczne. Poza tym pojawiala sie plesn, bo jak mieszkanie zimne to wiadomo, ze plesn bedzie. Specjalista od plesni powiedzial mi zebym okno zostawiala otwarte caly czas - tak, najlepiej w zimie nie grzac, zostawic okna otwarte i to jest rozwiazanie.

    ReplyDelete
  11. Anonymous7/2/14 13:56

    To prawda ze Anglicy biegaja w podkoszulkach zima. Jak idziesz do klubu w zimie to wszystkie Brytyjki sa pol-gole jakby bylo 30 stopni, a nie 2. Ja sie trzeslam w plaszczu, a te zasuwaja w sukieneczkach na ramiaczkach, ale w sumie one pija zanim wyjda z domu, wiec juz zwykle maja procenty we krwi. Dziwne tez zawsze bylo dla mnie bardzo lekkie ubieranie dzieci tzn. mama potrafi miec sweter, kurtke, porzadne buty, a dziecko w spacerowce bez kurtki, z golymi stopami i niczym nie przykryte. Szok. Poza tym dzieci sa wozone w spacerowkach do 6 lat, duzo nawet starszych ssie kciuk, chodza w pampersach do 5 lat (szkole zaczynaja 4latki). Jeszcze jedna rzecz mi sie przypomniala: oni nie plucz naczyn po myciu! Myja naczynia w kapieli z plynem, wyciagaja z wody i takie ociekajace piana siup na suszarke. Wszystkie moje angielskie kolezanki i koledzy tak robia. Dziwny to kraj :)

    ReplyDelete
  12. Witam :)
    Zagladam na Twojego bloga, Polu, juz jakis czas. Wydajesz sie bardzo interesujaca osoba, a Twoje zdjecia sa wprost przepiekne. Pozdrawiam ze slonecznego dzisiaj Birmingham :)

    ReplyDelete
  13. Bardzo ciekawy post :)
    Intryguje mnie ten oszklony pokój... Zawsze chciałam taki mieć, ale tak jak piszesz, w PL raczej katastrofa....

    ReplyDelete
  14. Magdalena12/2/14 08:53

    O przedpokoju to zalezy od budynku to sie zgadzam ,o oknach jeszcze dodam, ktore sie otwieraja od srodka o umyciu to juz szoda gadac .Ja tez bylam w kilkunastu domach zanim kupilismy nasz dom ,teraz Anglicy zmieniaja te stare zwyczaje o dywanach w nowych budynkach robia tak zwany open plan i luminate floors ,a lazienki walking in ktore maja kafelki I super big shower :)

    ReplyDelete
  15. Anonymous12/2/14 16:22

    O oknach juz nie mówiąc które się otwierają od zewnątrz a próba umycia szkoda gadać

    ReplyDelete
    Replies
    1. Anonymous13/2/14 23:48

      Od tego sa specjalisci i dzieki temu ludzie maja prace :)

      Delete
  16. trafne :) i nieco zbieżne z moimi...choć.....nie zaskoczyły Cię alarmy przeciwpożarowe???? Wprawdzie pewnie bezpieczniej ale jakie uciążliwe...serdecznie zapraszam: http://meandyork.blog.pl/2013/10/16/specyfika-angielskiego-mieszkania/ :)

    ReplyDelete

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...