29.9.13

Wedding

Właśnie wróciłam z Wrocławia. Wyjazd był planowany od przeszło roku, okazja wszakże niebanalna - ślub mojej najmłodszej kuzynki. Moja rodzina nie jest duża. Zaledwie garstka osób wpisuje się do jej grona.
Z niecierpliwością czekałam na ten dzień, ale zarazem z niepokojem i mnóstwem innych emocji. Pamiętam, jak Marta kopała ciocię w brzuchu, jak wypadały jej mleczne zęby,  bawiłyśmy się w chowanego i przez lata zasiadałyśmy do wieczerzy przy tym samym stole. Zawsze była tą "najmłodszą", często pomijaną i wyganianą z pokoju gdzie toczyły się prawdziwie tajne dyskusje pomiędzy mną i jej starszą siostrą. Do dziś noszę bliznę na prawej ręce będącą efektem ubocznym naszych zabaw :) To były magiczne czasy....

Tamtego dnia patrzyłam jak mówi sakramentalne "tak" i z miłością pieczętuje swój związek. Z trudem powstrzymywałam łzy podczas ceremonii. Jako fotograf skupiałam się na najlepszych ujęciach, ale potem chodziłam ubeczana przez kolejne dwa dni. Jednym słowem wesele było bajeczne! Wzruszałam się na myśl, iż Marta zaczyna nowe życie, że jestem śród mojej najbliższej rodziny i wszyscy razem celebrujemy tak radosny moment. Prawdę mówiąc nie zdarzają się już okazje aby zasiąść razem przy wspólnym stole. Każdy wiedzie inne życie. Poczułam jeszcze większą tęsknotę za nimi, coś co tracę mieszkając w UK, coś co nigdy nie powróci.

Nigdy nie chciałam mieć wesela. Przynajmniej tak zawsze mówiłam. Bywało jednak, że nie raz zasiadałam spisując potencjalną listę gości i tak jak każda dziewczyna marzyłam o białej sukni i wymówieniu z drżącym głosem "tak". Hm, już teraz lecą mi łzy na samą myśl jakby to wyglądało. Co prawda tato nie zaprowadziłby mnie do ołtarza, ale czuję że byłby tam razem z nami. Z drugiej strony myślałam, że jest to impreza zorganizowana tylko dla gości a państwo młodzi nie dość, że płacą horrendalną kwotę za jej koszty, fundują sobie tylko mnóstwo stresu i zero przyjemności. Może dorosłam do zmiany zdania, może to ślub Marty zmienił moje podejście do tego ponoć najpiękniejszego dnia w życiu, bądź to moje kolejne zbliżające się urodziny mówią mi "hola panienko Ty to już za stara jesteś na Pannę Młodą".  Dziś wiem, że mimo iż jest to wybór każdej pary warto zrobić weselisko! Tych wspomnień i niezapominanych wrażeń nie zastąpi nam nic innego! Ach znów się rozmarzyłam......
A Wy jakie macie zdanie na ten temat? 
Powyższe zdjęcia były z poprawin. Oczywiście szewc zawsze chodzi bez butów. Poniżej dwie fotki z uroczystości. Wyglądałam prawie, że identycznie jak tutaj. Prawie, ponieważ godzinę przed wyjęciem okazało się, że mama nie ma lokówki do włosów - byłam pewna że od 30 lat miesza w jej szafie :) 
P.S.
Opublikowałam wizerunek tego Pana bez uprzedniej zgody :( Dostanie mi się!!!
Ale to jego wina, próbowałam się dodzwonić, za 5 razem zrezygnowałam!
Uznałam to za zgodę ;)

20.9.13

Home Sweet Home


Lato opuściło nas już na dobre! Przypominam sobie o tym każdego ranka kiedy tulę się do gorącego kaloryfera. W mojej herbacie coraz częściej gości rozgrzewający imbir, do posiłków dosypuję sporej ilości chili, a sandały powoli trafiają do swoich pudełek. Myliłam się w maju pisząc, że lato nie zawita do UK. Przyszło spóźnione, ale za to promienne i ciepłe. Udało mi się kilkukrotnie odwiedzić Walię, grillować ze znajomymi (a to lada wyczyn w Anglii - uwierzcie!) i nacieszyć się kwiatami w ogrodzie. Jednakże co dobre zawsze ma szybki kres... Nie udało mi się zrobić zdjęć w dojrzewającym zbożu, i nacieszyć jazdą na rowerze, ale to zawsze mogę nadrobić w kolejnym roku :)

W dzisiejszych zdjęciach chciałam pokazać Wam kilka ujęć mojego domu. Letniej sielanki i moich ręcznych robótek. Pora zwijać girlandę i przygotowywać się do nowych wyzwań. Jesienią nie planuję leżeć na kanapie, ba zapowiada się intensywny okres i zarazem jeden z najbardziej wyczekiwanych. Ubrania i kosmetyki z pewnością zejdą na odległy plan. Ruszam realizować swoje marzenia, bo przecież same się nie spełnią. Nic przypadkiem się nie zdarza. Na sukces musimy sobie zapracować! Już nie mogę się doczekać!!!

 

15.9.13

OXFORD (part II)


Kolejny raz zabieram Was do Oxfordu (pierwszą część znajdziecie TUTAJ). Patrzę dziś na te zdjęcia i znów się rozmarzyłam..... Znajdziemy tam nie tylko przepiękny i najstarszy na świecie uniwersytet angielskojęzyczny, ale i dużo dużo więcej. Cudowną atmosferę, zabytki, muzea, przepiękne puby, kawiarnie i tą niepowtarzalną atmosferę. Nie bez powodu Oxford nazywany jest "miastem malowniczych wież". Można zakochać się w tym miejscu i całkowicie stracić głowę, tym bardziej jeśli trafi się na cudowną pogodę i popłynie gondolą po Tamizie! Ach....
 

Koniecznie obejrzyjcie ruchome obrazki!!!! Enjoy!!



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...