25.7.13

Treat Me Like A Lady


Wrzuciłam zdjęcia i ... stwierdziłam, że nie mam dziś weny na pisanie. 
Otworzyłam swój pamiętnik i przeczytałam coś co uniosło me serce:

"Moi nowi znajomi "z klasy" dostrzegli, że wciąż tryskam energią i jestem uśmiechnięta. Nie jeden przyszedł już do mnie po receptę. Carpe diem! Powiedziałam. Znajdź szczęście w sobie. Nic innego nie przyniesie Ci takiej radości jak zaakceptowanie samego siebie. Pokochaj siebie i to jaki tor obrało twoje życie. Wiele możesz jeszcze zmienić, ale z niektórymi rzeczami trzeba się pogodzić. Prawdę mówiąc nie wiedziałam, że dobrnęłam do momentu o którym zawsze marzyłam. Odnalazłam szczęście w sobie!"

skirt - Topshop, sandals, bag - Zara, shirt - Forever 21, sunglasses - Givenchy

18.7.13

there is no place like home ...

Polski urlop dobiegł końca! Z uśmiechem i ulgą wróciłam do domu. Jak każda podróż, i ta wiele mnie nauczyła. Znów wbijam sobie do głowy sentencje, które powinny być na piedestale. Licz na siebie, nie ufaj obcym, nikt nie doceni Twojej pracy tak jak najbliżsi i Ty sama. Niestety większość chce Cię tylko wykorzystać i jeszcze przy okazji dobrze na tym zarobić. Przykre, lecz prawdziwe! 

Po raz kolejny uświadomiłam sobie, że jestem pedantką. Cecha ta ma skłonności do doprowadzania do frustracji, braku czasu, bólu głowy, zdartego gardła i odcisków na dłoniach. Nie ruszając się z własnego domu wydaje mi się, że "porządek" dla każdego wygląda tak samo... to jednak bardzo subiektywne określenie, które można łatwo dostrzec na "umytej szklance".... Gdybym tylko potrafiła machnęłabym na to ręką...

Udało mi się nacieszyć sezonowymi owocami, warzywami i słońcem! Wcinałam też ulubiony chleb i wędliny za którymi przepadam (tak, ja z tych mięsożernych). Wyprowadzałam kierowców z równowagi jeżdżąc przepisowo, a oni mnie doprowadzali do furii łamiąc wszelkie przepisy ruchu drogowego i zasad moralnych. Kiedyś sama jeździłam jak pirat, Anglia nauczyła mnie innej kultury jazdy. Zeszłam Stare Miasto wzdłuż i wszerz zdzierając kolejną warstwę ulubionych sandałków. Omijałam największym łukiem galerie handlowe i przesiadywałam godzinami w kafejkach sącząc kawę i podjadając lody z czekoladowo-orzechową polewą. Odwiedziłam najbliższych, wypstrykałam dwa filmy w Zenicie i ... zamartwiałam się co porabia w chaszczach mój ukochany Sierściuch.

Po 10 dniach wrócił do domu! Kamień spadł mi z serca i mogłam w końcu szaleć w night club i krzyczeć z radości tak głośno, że do dziś mam naderwane struny głosowe :) Wychudzony, z podkulonym ogonem w końcu zdecydował się na powrót. Spragniony miłości przytulał się do mnie całą dzisiejszą noc! Pieszczotom nie ma końca! Mam nadzieję, że jak odzyska formę i już będzie miał mnie po dziurki w nosie nie zdecyduje się na kolejną wędrówkę! 
Chciałam Wam podziękować, że wszystkie wiadomości i komentarze pod ostatnim postem i na Facebooku! Pomogło mi to przetrwać ten smutny czas! Bardzo mile jestem także zaskoczona reakcją Anglików. Dostaliśmy mnóstwo telefonów i maili :) Jeszcze raz WIELKIE DZIĘKI!! 
Ostrów Tumski odwiedzałam każdego dnia. Jest to moja stała piesza trasa do Rynku, ale także miejsce spotkań ze znajomymi i rodziną. Można się zakochać w atmosferze jaka tam panuje! 
Każdego roku moja wizyta we Wrocławiu zbiega się z Brave Festival, który odbywa się w okolicach trzech powyższych fotek. Bajkowa lokalizacja i jeszcze lepsze rytmy! Żyć i czerpać energię z otaczającego świata!! To jest to! 
Jeśli Ostrów Tumski, to nie może zabraknąć wizyty w Ogrodzie Botanicznym! Spędziliśmy tam przeszło trzy godziny! Spacer i podziwianie najróżniejszych gatunków roślin to to co lubimy najbardziej. Zrobiliśmy mnóstwo zdjęć, które już niedługo ukażą się na blogu! 
Moje ulubione!!!!   Kocham takie prezenty!
Każdego lipca świętujemy na Wrocławskim Rynku. Jak zwykle wybraliśmy się na wykwintną kolację do mojej ulubionej Novocaina. Gdyby tylko było mnie stać jadłabym tam codziennie! Przepyszna kuchnia i niepowtarzalna atmosfera zawsze przyciąga mnie to tego miejsca jak magnez!
Kolejne piesze wycieczki...
Pamiątki z dzieciństwa - bezcenne!!
Radość z powrotu "synka" <3 font="">
uff... a jednak wróciła! 

12.7.13

Don't lose hope...

Czekałam na tegoroczny lipiec z niesamowitym utęsknieniem. Lato, słoneczna pogoda, dziesiątki wycieczek, rozpoczęcie kolejnej nowej drogi życiowej i... upragniony wyjazd do Polski. Rzeczywistość jest jednak zupełnie inna. Zaginięcie mojego największego przyjaciela, pieszczocha, gaduły i towarzysza każdej chwili spędzonej w domu przygnębia mnie na tyle, że nic nie cieszy mnie tak jak przedtem i wiele spraw straciło swoją wartość. Pogodzenie się ze stratą? W moim przypadku to nierealne! Jak tu zasnąć, kiedy sen z powiek spędza moje zdemolowane przez lokatorów mieszkanie, zadrapany piekarnik, połamane baterie łazienkowe czy zarwane łóżko. To wszystko przecież pestka w porównaniu z utratą Teddiego, a jednak dowala mi do tego co dźwigam na karku. Pewnie pomyślał, że mamusia go zostawiła (bo uciekł zaraz po moim wyjeździe). W domu są goście, a on nie lubi obcych. Boję się, że nawet jeśli uda mi się go znaleźć, już nie będzie taki sam pieszczoch jak do tej pory. Ktoś go widział parę dni temu, nawet próbował złapać, ale cwana bestia uciekła. Z niecierpliwością wyczekuje środy, mam nadzieję, że jak usłyszy mój głos to pobiegnie w me ramiona :) To moje największe marzenie! 

Przez 8 dni pobytu we Wrocławiu nie wyciągnęłam mojej cyfrówki z futerału. Popstrykałam trochę Zenitem (ale na rezultaty trzeba jeszcze poczekać), oraz telefonem. Nadal zachwycam się tym miastem, mimo, iż zawsze kilka pierwszych dni czuję się jak intruz. Poniżej relacja z pierwszego tygodnia. Enjoy!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...