28.2.13

Don't lose the hope

Dziś swoje pięć minut ma kilka zdjęć wykonanych w zaciszu domowym. Zwiastuny zbliżającej się wiosny w "moim królestwie" i wspomnienie śnieżycy sprzed miesiąca sfotografowanej z mojego centrum dowodzenia. Chciałam się z Wami nimi podzielić zanim zostaną zamknięte w elektronicznym archiwum i ponownie odświeżone za kilkanaście lat. 
Niech to będzie taka lekka przerwa przed kolejnymi postami i filmami których naprodukowałam w zastraszającej ilości :) 
Trzymajcie się ciepło....
Byle do wiosny!

26.2.13

Wyznania lumpeksoholiczki

Dziś vlog.

Zapraszam do wysłuchania 
i  
podzielenia się swoimi spostrzeżeniami :)

Lubicie zakupy w lumpeksach?



Love you!
P O L A

22.2.13

DIY - Serce w stylu shabby chic


Do Anglii zdecydowanie wróciła zima. W zeszły weekend pieściły nas promienie słoneczne a dziś wieje i zarzuca mokrym śniegiem. Jednakże w domu robię wszystko aby poczuć nadchodzącą wiosnę. W dzbanku stoją tulipany, dalej żonkile, nawet paznokcie pomalowałam na radośniejszy kolor. Honorowe miejsce zajęło także moje nowe DIY, które cieszy oko i nadaje pomieszczeniu ciepłego klimatu. Mam nadzieję, że podoba Wam się moje  różowe serducho :)

Jakie macie plany na weekend? Jeśli zamierzacie się nudzić zachęcam Was do uszycia podobnego serduszka. Nakręciłam dla was tutorial, więc nie ma wymówek że "nie potrafię". 
Ktoś się skusi?
Miłego weekendu!!!!



18.2.13

Od kuchni


Dziś cała prawda o tym jak powstają posty na moim blogu. Trudno opisać to jako jeden szablonowy sposób. Rzadko jest to zamierzona "sesja". Nie zwykłam przebierać się tylko dlatego, że trzeba wrzucić coś na blogaska.

Posty są dość rzadkie, bo fotografie powstają zazwyczaj podczas weekendu. Jest to najlepszy czas na wypad za miasto, na spacer, zakupy czy odwiedziny znajomych. Wtedy przemycam do samochodu torbę z aparatem i widzę krzywe spojrzenie "fotografa". "Nie mówiłaś abym nastawiał się na zdjęcia", tak bo  drodzy Państwo o takich wydarzeniach trzeba uprzedzić co najmniej kilka godzin wcześniej. Jeśli owy strój przypadnie operatorowi do gustu można liczyć na ładne ujęcie, jeśli mam jego zdaniem "tragiczne buty" - zapewne zostaną obcięte na każdym zdjęciu. 
Tak, dobrze się domyślacie, w większości przypadków na spust migawki naciska mój partner. Kiedy byłam w Polsce angażowałam mamę lub koleżankę. Najczęściej jednak to ja ustawiam aparat i aranżuję kadry. 

Kiedyś robiliśmy około 100 zdjęć  (z czego każde było podwójne, bo ponoć tak się strzela z karabinu :) dziś kiedy przerzuciłam się na rawy jest ich znacznie mniej ale są bardziej precyzyjne. 
Czasem zastanawiam się jakim jestem modelem. Chyba niecierpliwym :) Fakt, wiem który profil mam lepszy, z jakiej perspektywy wychodzę najgorzej i które światło najlepiej współgra z moją urodą. Pozowanie nie sprawia mi "bólu", a wręcz przeciwnie. Widzę gotowe fotografie w mojej głowie, kiedy tylko zobaczę plener na którym powstaną. Odgłos migawki spowoduje, że nie czuję zimna, oczy zaczynają mi się szklić a w głowie słyszę ulubioną muzykę. Co ja poradzę, że kocham te czarne pudełeczka z dziwnym noskiem :) Ponoć każdy spacer ze mną trwa o połowę dłużej bo albo się przykleję do aparatu i coś "focę", albo prężę się przy każdym murku tłumacząc jak chcę być sfotografowana. Czasem posiadanie wizji utrudnia sprawę. 
Wracając do tła. Staram się aby współgrało ze stylem w jaki jestem ubrana, a że w większości jest to retro i vintage nie mam z tym problemu. Angielska architektura niesamowicie mnie inspiruje i praktycznie zawsze "wtapiam" się w jej klimat.
Nie wiem czy zauważyliście, że na moich zdjęciach nie ma ludzi i samochodów. Mam nadzieję, że nie uciekają kiedy widzą moją osobę :) Mam anielską cierpliwość do wyczekiwania aż wszyscy przejdą.

Kiedy obrazy zapisane są już na karcie czas aby odleżały swoje. Tak, przecież ja kocham starocie!! <3 .="" p="">
Po tygodniu, dwóch a może nawet i miesiącu (bądź roku) zabieram się za ich obróbkę. Bawię się krzywymi, kanałami i kontrastem aby nadać im odpowiedni wygląd. Czasem uporam się w godzinę, czasami trwa to  aż tydzień. Pewne jest jedno, na ponad dwieście opublikowanych postów z 4 były na bieżąco (czyli ok. następnego dnia po wykonaniu zdjęć). Nie czuję ciśnienia, i chyba tylko dlatego chcę to nadal robić. 
Tak samo bywa z ciuchami, które tu widzicie. Nowo zakupione rzadko pokazują się w tym samym miesiącu. Często leżą w szafie zanim stwierdzę, że nadeszła na nie pora :) Zestawy wybierane są spontanicznie pod okazję na jaką się danego dnia wybieram, a nie zdjęcia na blog.  Podświadomość uwiecznienia mojego looku skłania mnie do zadbania o szczegóły. Motywuje mnie do pielęgnacji siebie i nie pozwolenia na obojętność czy lenistwo. Dzięki temu odkryłam w czym czuję się najlepiej i uratowałam moją szafę przed totalnym zagraceniem.   
A tekst? Z nim jest różnie. Jak to z weną. Najczęściej przychodzi w nieoczekiwanym momencie, kiedy nie mam pod ręką nic do pisania (czyli pod prysznicem albo za kierownicą). Bywa jednak, że gdzieś ją dorwę i przeleję myśli na klawiaturę.

I w taki też sposób powstał i ten post. 
boots - Bertie, denim - Topshop, shirt - Primark, bag - Topshop, hat - bought in Paris, cardigan - sh (vintage)

13.2.13

Blue eyes


Ta piękna dziewczyna o przecudnym spojrzeniu to Madzia. Poznałyśmy się w centrum handlowym. Z perspektywy czasu stwierdzam, że to nie był przypadek. Los nie bez znaczenia pozwolił nam się spotkać. Uwielbiam spędzać z nią długie wieczory przy dobrym winku i nigdy niekończących się opowieściach :) 

Dziś możecie zobaczyć moją kreatywność z drugiej strony obiektywu. Zawsze chciałam być fotografem. Od dziecka marzyłam, że nim zostanę. Jednakże moje plany zawodowe poszły w zupełnie innym kierunku. Uwielbiam zatem wymyślać tematykę zdjęć, robić makijaże, potem godzinami fotografować i bawić się obróbką. Może moje  marzenia kiedyś się spełnią....



10.2.13

Trafford Shopping Centre


W powietrzu coraz częściej czuć wiosnę, zrobiliśmy już nawet porządki w ogrodzie a na kominku w dzbanku stoją różowe tulipany. Storczyki oczekują nowych kwiatów, a w planach mam zakup cebulek hiacyntów.  Do wiosny więc tuż tuż. Będzie się mieniła milionem żywych kolorów i zarażała nas energią. Spoglądam na moją szafę wypełnioną po brzegi grubymi swetrami i jesiennymi kolorami. Z tymi ostatnimi chyba nigdy się nie rozstanę. Ubiorę wiosnę w naturalne ziemiste odcienie i lato przyprószę kolorem zgaszonej trawy i dojrzałych kłosów zbóż. 
Jakkolwiek się odzieję, nie mogę się już doczekać aż ludzie zaczną emanować radością, zarażać uśmiechem i okazywać miłość na każdym kroku. Na wiosnę chyba w każde serce wypełnia więcej czułości i nadziei. Niech zniknie złość, zawiść i rozdrażnienie, choćby na chwilę. Mam już ich dość dookoła siebie. 


Dzisiejsze zdjęcia zostały zrobione w galerii handlowej Trafford Centre w Manchester. Jak na centrum rozrywki muszę przyznać, że wystrój, budynek i otoczenie jest bajeczne. Byłam w różnych centra ch rozrywki w Europie, ale taki styl spotykałam zazwyczaj w zamkach, dworkach czy hotelach. 

Wyjazd na zakupy okazał się niezłym interesem na którym wyszliśmy na plus. Pojechaliśmy zastępczym samochodem, zjedliśmy obiad w najpopularniejszej restauracji (czytaj fast food), zwróciliśmy zamówione przez internet rzeczy, i kupiliśmy zamienniki za połowę poprzedniej ceny! Ja wyszłam z tzw. niczym i miałam ogromny uśmiech na twarzy! Nie skusiłam się na żaden fatałaszek, torebkę czy buciki! Jedyne co przywiozłam to bazę pod cienie z Urban Decay. Ubóstwiam ją, a jej dostępność jest niestety coraz bardziej ograniczona.

shorts - New Yorker, boots - Bertie, glasses - Firmoo, bag - Next, shirt - New Look, sweater - car boots sale (Next)

6.2.13

Last month on Instagram

Styczniowe obrazy złapane w przelocie:
 



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...