9.9.13

A Ty jesteś szczęśliwa?

Założę się, że gdybym teraz wyszła na ulicę i przeprowadziła sondę, 6 na 10 ankietowanych na pytanie "Czy uważasz się za szczęśliwego człowieka?" odpowiedziałby NIE.

Konsumpcjonizm doprowadził do tego, że tylko chcemy więcej i więcej. Szczęście liczymy marką samochodu, wielkością posiadanego domu/mieszkania, czy ilością zer na koncie. W dobie, kiedy "Made in China" zasypał cały świat, nauczyliśmy się kupować rzecz za rzeczą. Tani (bądź wręcz odwrotnie - drogi lecz g...o wart) produkt szybko zamieniamy nowym. W Anglii ten proces jest jeszcze szybszy. Nie dość, że istnieje Primark to ludzie (w tym także nastolatki) mogą pozwolić sobie na częstsze zakupy, i w dużo większych ilościach. Takie zawody jak szewc, zegarmistrz przestają już istnieć. Nie naprawiamy - wymieniamy!

Smutne jest to, że te same zachowania przenosimy na relacje pomiędzy ludźmi. Coś nie gra w Twoim związku? Zmień partnera!!! Nowy będzie lepszy, bez wad - brand new zawsze jest WOW! Chyba właśnie dlatego długoletnie związki często rozpadają się jak domki z kart. Zamiast postarać się rozwiązać problem, wybieramy najprostszą drogę - ucieczkę. Pakujemy walizkę i biegniemy na pełną wraźeń, ale małą konkretną speed dating. Szybko okazuje się, że upragniona wolność nie jest tak cool jak się wydawało. Nowy (w prawdzie tylko przelotny) partner nie spełnia naszych oczekiwań, i szybko powraca się do powszechnie znanej rundy: poznaj - zalicz - zostaw.

Weźmy teraz pod lupę inny przypadek. Osoba ustatkowana. Ma dobrą pracę, kochającą żonę, dzieci. Wyjeżdża na wakacje do tropikalnych krajów, mieszka w dobrej dzielnicy i jeździ nienajgorszym samochodem. Ależ cóż to? Ten spełnia całą regułkę definicji szczęścia, a w naszej sondzie odpowiada katergorycznie, że jest nieszczęśliwy..... Na domiar złego nie wie dlaczego.


Tutaj chciałam przytoczyć Wam moją historię i punkt widzenia owego tak bardzo poszukiwanego "szczęścia". Nie znajdziecie go nigdzie, jeśli nie nosicie go w sobie. Kochać samego siebie i akceptować się to pierwsza rzecz za jaką należy się zabrać! Nikt nie obdarzy nas miłością i nie będzie szanował jeśli my sami czujemy awersję do swojej osoby. Pęd dnia codziennego, zagłuszanie głosu serca powoduje, że często nie znamy samych siebie. Tutaj przypomniała mi się Julia Roberts grająca uciekającą pannę młodą, która zawsze jadła taką jajecznicę jak jej narzeczony. Nigdy nie wiedziała jaka jest jej ulubiona :( 

Droga do wyciszenia się i uznania się za szczęśliwą Kasię, Asię, Pawła czy Karolinkę może być trudna. Sama przeszłam przez nie lada gęstwiny i bagna zanim znalazłam się tutaj gdzie jestem dzisiaj. Nie zaprzecza to że nie zdarza mi się narzekać. Spełniam jednak swoje marzenia, wierzę w nie i małymi kroczkami wędruję tam gdzie jest mi dobrze :)
Pomaga mi w tym wizualizacja celu. Zobaczenie go w każdym najmniejszym szczególe. Potem układam plan jego realizacji i datę (bo bez niej można czekać wiecznie!). Do tej pory to moja najlepsza recepta na spełnianie marzeń. W sekrecie zdradzę Wam, że moja wizualizacja w chwili obecnej prowadzi jeden z największych projektów ostatnich kilku lat (a może nawet kilka na raz). Deadline jest dość długa. Moja niecierpliwość jeszcze większa!! Jeśli macie ochotę potrzymajcie za mnie kciuki :)

Kochani, życzę Wam pospełniania wszystkich marzeń (bo takie życzenia przecież zawsze są mile widziane, nieprawdaż?). Szczególnie tych, które uczynią Was szczęśliwymi. I mam nadzieję, że nie są to nowe szpilki, audi czy nowa bransoletka :) Znajdźcie w sobie siłę na realizację samych siebie. Pokonywanie własnych lęków, które hamują nas przed osiągnięciem celu nie jest wcale takie straszne!

13 comments:

  1. Bardzo inspirujący post ;).

    ReplyDelete
  2. Anonymous9/9/13 20:13

    true... :*

    ReplyDelete
  3. ahhh ja bym mogla godzinami na ten temat, mialam szczescie, ze urodzilam sie w latach 70 a teraz sie dusze...ojjj dusze

    ReplyDelete
  4. Dobrze powiedziane:-)

    ReplyDelete
  5. Bardzo ładnie piszesz. W wolnych chwilach potrzymam kciuki za twoje marzenia ;)

    ReplyDelete
  6. i to jest znakomity post na miarę dobrego feleitonu !

    niestety konsupcjonizm i chęć posiadania nas prześcigneła, my nie realizujemy naszych marzeń... realizujemy marzenia innych, ubieramy je i dopasowujemy do siebie aby zadowolić a w zasadie przewyzszyc swój obraz w oczach innych osób.

    życcze dalszej realizacji marzen tych prawdziwych, nie z pólek sklepowych !

    ReplyDelete
  7. W niedzielę na miniblogerskim (dwuosobowym:) ) spotkaniu poruszyłyśmy dokładnie ten sam temat- ludzie idą teraz na łatwiznę w każdej strefie życia. A to to, co wymaga wysiłku i zaangażowania daje nam najwięcej szczęścia.
    Ciężka praca i umiejętność pójścia na kompromis, zwalczanie własnego ego mogą nam pomóc w drodze do cel-szczęścia:).

    Ja się cieszę, że jestem tu, gdzie jestem, kim jestem i z kim. Szczęście to stan umysłu a nie materii:).

    Pozdrawiam i dziękuję za ten tekst!

    ReplyDelete
  8. Oj tak bo ważne jest żeby BYĆ a nie MIEĆ :*

    ReplyDelete
  9. Anonymous10/9/13 22:03

    Bardzo dobry tekst! Wzajemnie spełnienia marzeń:)

    ReplyDelete
  10. Mądry tekst :-) Ja nauczyłam się akceptować i kochać to co mam, zmieniam tylko to, co zmienić mogę - dziadek nauczył mnie, że świata do góry nogami nie przewrócę ;-)

    ReplyDelete
  11. Anonymous4/10/13 10:36

    Czytam Twoje posty, ale nigdy nic nie komentowałam, teraz to robię...Jesteś cudowna, wiesz? Uwielbiam ludzi takich jak Ty- czułych, wrażliwych, akceptujących siebie, spełniających się, dążących do wyznaczonego przez siebie celu ( i nie tylko o pieniądzach tu myślę). Jesteś super, bardzo Ciebie lubię, choć nie znam, ale...(tu ciekawostka) znam Twojego sobowtóra! To moja znajoma- te same klimaty w stroju, myśleniu, pasjach...Kentak.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję bardzo mi miło :)
      Pozdrawiam też koleżankę :)

      Delete
  12. Anonymous4/10/13 10:37

    Aaa, zapomniałam dodać, że ślicznie wyglądasz na tym zdjęciu :) Kentak.

    ReplyDelete

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...