30.8.12

Perfekcjonizm zabija!


Ponoć związki damsko-męskie, czy tej samej płci przeżywają pierwszy poważny kryzys po 4 latach a kolejny po 7. Później czyhają na nich kolejne burze, ale z braku doświadczenia nie pamiętam kiedy przypadają. To samo dotyczy chyba prowadzenia bloga, tylko zachodzi znacznie szybciej. Po przeszło dwóch latach blogowania zaczynam mieć mieszane odczucia. Definitywnie tu czegoś brakuje! Korci mnie o rozszerzenie tematyki, ale albo mam w głowie pustkę, albo pomysły, których na razie nie mogę zrealizować.  Nudzi mnie przebieranie się w łaszki choć nie wyobrażam sobie dobrego samopoczucia bez dobrze dobranego zestawu. Jakkolwiek brak tu trochę szaleństwa, a wiąż słyszę, że jestem zakręcona jak cholera.
       

Jedno wiem na pewno! W wolnym tempie, lecz niezwykle skutecznie zabija mnie perfekcjonizm. Pochłania miliony godzin mojego życia i nie pozwala mi normalnie funkcjonować. Prześladuje mnie każdego dnia, podczas składania skarpet do pozostałych ułożonych w idealna kostkę, a teraz  zaczął być widoczny tutaj. Dziś usłyszałam, że kiedy staję przed obiektywem nawet wiatr przestaje wiać, i wszystko dookoła zamiera aby nie popsuć mojej idealnej wizji. Dziwi mnie, że wyrosłam na taką pedantkę, bo przecież jako nastolatka sprzątałam swój pokój trzy dni i bałagan następował zaraz po tym jak było w miarę czysto.
Mama przynosiła na biurko rozrzucone prze zemnie przedmioty po całym domu. Odstraszało mnie to od nauki, bo na książkę nie było już tam miejsca. Opamiętałam się trochę, kiedy zapowiedziała, że zostawione skarpetki włoży mi jutro do pudełka z kanapkami, i wszystkie dzieci w klasie będą się śmiały  wniebogłosy. Może to ta wizja tak na mnie zadziałała?


Dziś po raz pierwszy od Gwiazdki obrobiłam zdjęcia najszybciej jak tylko umiałam. Zajęło mi to tylko pół godziny, a nie 3. Chciałam schować perfekcjonizm do kieszeni, i... tragicznie się z tym czuję. Tu brakuje odrobinę czerwieni, tam kapki kontrastu, a na kolejnym przesadziłam z warstwą. Ale od tego chyba się nie umiera? A może tylko ja widzę różnicę?? Tak czy inaczej nie podobają mi się!


Chciałam się zapytać WAS - czytelników Polciowej strefy blogowej, czego Wam tutaj brakuje? Nie opuszczajcie mnie, tylko walcie kawę na ławę!
Mimo, że jest to mój pamiętnik w którym dziele się swoimi przemyśleniami i pasjami, chcę także aby Wam podobała się ta strona. Nie obiecuję, że podołam wszystkim oczekiwaniom, ale wezmę je pod uwagę. :)

skirt, shoes - Topshop, tee - Zara Man, bag - Zara, collar - Primark

26.8.12

Zatrzymać lato


Namawianie Kasi aby zapozowała do zdjęć zajęło mi co najmniej kilka lat. Kiedy w końcu się zgodziła,  widziałam ją w zwiewnym outficie na łonie natury. Pogodna, zawsze uśmiechnięta, delikatna a zarazem charakterna podróżniczka wpasowała się w ten plener bez trudu.
Och Kasiu, tęsknię za naszymi rozmowami do białego rana i twoimi złotymi radami! Mam nadzieję, że listonosz zjawi się już jutro i będziesz mile zaskoczona! :)  :*

Więcej zdjęć z tej sesji możecie zobaczyć na moim drugim blogu -  tutaj.


 photos - Pola Lenska

23.8.12

W kwiatowym raju



Kiedy tylko weekendowa pogoda zapowiada się na słoneczną (lub co najmniej deszczu) pakujemy piknikowy koszyk i ruszamy przed siebie. Morze, ogrody czy parki są wtedy nasze! Uwielbiam jeść na świeżym powietrzu, wszystko smakuje znacznie lepiej! Jeśli sceneria jest taka jak na załączonym obrazku mogłabym nawet zostać głodna i upajać się widokiem tysiącami kwitnących kwiatów. Ich unoszący się zapach jest w stanie oderwać mnie od ziemi i sprawić, że zapominam o codzienności.


Na całodzienną wyprawę zazwyczaj zabieram ze sobą dodatkowy sweter, koszulę a czasem nawet spodnie. Zmarzluchy muszą być zapobiegliwe. Dziś wybrałam moją ulubioną różaną midi spódnicę, którą zestawiłam z prostym topem i koszulą. Uwielbiam ten look za nić romantyzmu i naturalności. Skórzane plecione sandały i wiklinowy koszyk dopełniają całości.

skirt - sh, denim shirt - Miss Selfridge, bag - sh, sunglasses - Zara, T-shirt - Zara, sandals - CCC


20.8.12

Przechowalnia wspomnień


Zawsze chciałam mieć swój skrawek nieba, gdzie będę mogła uciec przed całym światem.  Móc zanurzyć się w przepięknych wspomnieniach i odpocząć. Nawet nie zauważyłam, że takie miejsce już istnieje.
Maleńki domek moich dziadków  na przedmieściach niedużego miasta. Budzi mnie tam piejący kogut, i psy goniące listonosza. To właśnie w tym miejscu spędziłam większość mojego dzieciństwa i nastoletnie lata. Często tęsknię za babcinymi smakołykami: smażonym serem, kluskami na łachu, drożdżowym ciastem czy pieczonymi jabłkami. O dziwo tam wszystko smakuje inaczej, nawet dziś. Nie wiem czy to powietrze czy wór wspomnień powoduje, że czuję się jak na końcu świata, w najbezpieczniejszym miejscu.
                    

Na początku nie lubiłam wsi. Jako dziecko rodzice zawozili mnie na wakacje do dziadków, przez pierwsze dni traktowałam to jako niezasłużoną karę. Miastowa lady bała się kury, kaczki i płakała wniebogłosy kiedy dziadek wypuszczał krowy do wodopoju. Prawdę mówiąc dopiero teraz zauważam jaką byłam szczęściarą, że wraz z kuzynostwem mogłam spędzać każde lato bawiąc się do zmroku w piaskownicy, niańcząc koty i psy, głaskając Baśkę (koń) czy obserwując jak rodzi się cielak. Miałyśmy frajdę w każde żniwa choć wieczorami słychać było lament nad obdartymi nogami na ściernisku.
                        

Tak, to tutaj przechowuję swoje wspomnienia. Zamknięte w pudle na strychu zabawki, książki, zeszyty i fotografie. Nie ma nic piękniejszego jak przy wpadającym przez małe okienko na strychu światło poczytać swoje pamiętniki, notesy z miłosnymi wierszami czy tzw. "Złote Myśli". Pamiętacie tę zabawę? Na początku notesu zapisywało się pytania, a znajomi swoje odpowiedzi zaklejali w kopercie... Ach co to była za frajda dowiedzieć się co inni o Tobie myślą i poznać ich sekrety. Kiedyś były jeszcze pamiętniki, gdzie każdy mógł się wpisać i narysować coś fajnego. Szkoda, że dzisiejsza młodzież nie będzie miała już takich pamiątek. Wszystko zastąpił internet. Cieszę się, że dorastałam w czasach kiedy nikt nie śnił o tym wynalazku.


W trzydrzwiowej szafie nie tylko ja skrywam swoje tajemnice. Można tu znaleźć stare fotografie i widokówki, które zbierała moja mama i ciocia w latach 60-tych. Uchowały się nawet poradniki i kilka gazet. Uwielbiam je przeglądać i czerpać inspiracje z zamieszczonych zdjęć. Niektóre pudełka chowają w sobie miłosne listy, inne stare filiżanki lub szpulki kolorowych nici.
             


Macie jeszcze swoje ulubione książki z dzieciństwa? Łezka w oku mi się kręci, kiedy czytam bajki czytane mi przez mamę lub babcię dwadzieścia parę lat temu. Widzę wtedy małą dziewczynkę w blond włoskach, która wpatruje się w zamieszczoną obok tekstu ilustrację. Przenoszę swą duszę w świat beztroskiego dzieciństwa, ach jakie to piękne....
             

Zazwyczaj z niepokojem opuszczam tę oazę spokoju. Boję się, że jak przyjadę kolejnym razem będzie tam zupełnie inaczej....
Chcę znów uściskać dziadków, zjeść najsmaczniejszą kanapkę pod słońcem, szperać w pudłach mojej młodości  i odpoczywać....
             

Pokochałam wieś tak mocno, że chętnie kupiłabym domek w środku pola. Mój zachwyt dużymi miastami chyba już umarł. Z wiekiem szukam miejsca do zadumy i podziwiania natury. 
A Wy co byście wybrali?

15.8.12

Z bukietem kwiatów przez pola


Na dzisiejszych zdjęciach stoję na słońcu i łapię w palce czas. Chcę zapamiętać jego ciepłe promienie, zapach gotowych do ścięcia zbóż, śpiew ptaków i szum traw. Nacieszyć się tym za czym tęsknimy podczas długich jesiennych wieczorów i szarych listopadowych poranków. 
Włosy rozwiane głaszcze mi ciepły wiatr, a świat jest bez końca zielony....  człowiek na polu to właśnie ja... a może człowieka widmo?


 Mimo, iż lato nie jest moją ulubioną porą roku, trochę mi przykro, że już się kończy. Nie nacieszyłam się nim w tym roku. Na spacery po łąkach, polach i lasach mogłabym chodzić w każde letnie popołudnie. Są to dla mnie miejsca gdzie mogę odpocząć, zadumać się i być bliżej natury. Och gdybym miała domek wśród pól, tuż pod lasem, tak jak moja ukochana Ela... nie opuszczałabym tego miejsca na krok!!

Odkryłam niedawno, że czuję się wspaniale wśród kolorów gasnącego lata. Beże, zgaszone zielenie, delikatny brąz, kolory lawendy i wrzosów to tło w które bez problemu się wtapiam. Zanim jesień zawita na dobre na tym blogu będzie tu jeszcze sporo kwiatów, spódniczek a nawet powieje bryzą znad Oceanu!!
 dress - Tk Maxx, bag - Zara, shoes - Topshop, hat - no name, bow - Primark
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...