29.5.12

I need your love


To już ostatni post z tegorocznej majówki. Z Bath wybraliśmy się do Stonehenge, czyli jednej z najsłynniejszych europejskich budowli megalitycznych. Najprawdopodobniej związana była ona z kultem księżyca i słońca (gdzie księżyc symbolizował kobietę, a słońce mężczyznę). Zawsze marzyłam aby odwiedzić to miejsce latem, ubrana w zwiewną sukienkę i wianek we włosach. Wczuć się w ten sposób w atmosferę epoki neolitu i wtopić w krajobraz. Majowa pogoda popsuła moje plany! Maj przypominał angielski luty czy styczeń, brrr!! Dwa swetry noszone jednocześnie ledwo trzymały mnie w cieple, ale zawsze znalazłam obok ciepłe męskie ramie....


Następnym miejscem, które odwiedziliśmy było Weymouth. Pastelowe kolory domów z kontrastowymi drzwiami skradły moje serce!!! 



















A tak poza tematem, to właśnie mi smutno, że nie jestem na koncercie Coldplay razem z moja drugą połówką... Skacz i śpiewaj za mnie Kochanie!!

27.5.12

Fashion Museum



Kiedy tylko dowiedziałam się, że w Bath jest Fashion Muzeum wiedziałam że muszę tam zajrzeć! Przepiękne suknie, gorsety i akcesoria poukładane wg lat i stylów to coś co powinna zobaczyć każda dziewczyna! W pierwszej sali znajdowały się manekiny z kreacjami z wybiegów znanych dziś wszystkim projektantów. W kolejnych pomieszczeniach podziwiałam wiktoriańskie suknie, a .... w następnej sali mogłam je już przymierzyć! Wow to było coś! Co prawda nie włożyłam pod spód gorsetu i "stelaża" (które także były do dyspozycji), gdyż cieszyły zbyt dużym powodzeniem :) 
Suknia bardzo mi się podobała! Oj szkoda, że nie było mi dane żyć w tamtych czasach i chodzić w tak wytwornych kreacjach na co dzień :) Jednakże dzięki muzeum choć przez chwilę spełniłam swoje marzenie!!!!
Wiele eksponatów bardzo mnie zaskoczyło, suknie z lat 20 czy 40 praktycznie niczym się nie różniły od tych które wyznaczają dzisiejsze trendy! Oj gdybym mogła wyjść z kilkoma pod pachą... ależ byłabym szczęśliwa!!!
Jedyny minus to światło w muzeum - było zbyt ciemno aby dojrzeć szczegóły, a co dopiero zrobić zdjęcia... ale kilka przywiozłam :) 



22.5.12

I belong to you, you belong to me!

Tegoroczną majówkę spędziłam w UK. Po przeżyciu szoku temperaturowego (Polska 30 stopni, Anglia 6) z uporem przystąpiliśmy do realizacji planów podróży. Celem była południowo-zachodnia Anglia. Pierwszym miastem jakie zwiedziliśmy było Bath. Miejscowość zawdzięcza swą nazwę i sławę gorącym źródłom, jedynym na terenie Anglii. Kąpali się już w nich Celtowie, aczkolwiek łaźnie z prawdziwego zdarzenia powstały dopiero w czasach rzymskich. Dziś udostępnione turystom cieszą się ogromną popularnością. Jak dla mnie cena za bilet jak i samo muzeum bardzo naciągnięte, jednakże warto odwiedzić to miejsce bo baseny robią niesamowite wrażenie.
Ciekawostką był pokaz naturalnych kosmetyków które używały rzymianki. Już wtedy popularny był eye liner i róż :) Pani przebrana za kobietę tamtej epoki prezentowała ówczesną modę oraz fryzurę :)

Miasto jest przepiękne. Na high street nie widziałam żadnej z popularnych angielskich sieciówek, tylko tradycyjne angielskie sklepy z przepiękną ceramiką i ozdobami do domu.

Te dwa kubeczki z miłą chęcią widziałabym w swoim kredensiku :)
Widzieliście takie tarki? Przyznam szczerze, że sama się nabrałam :) są tak piękne że nie zauważyłam celu przeznaczenia tych laleczek :)
Jednym z piękniejszych miejsc w Bath jest słynna ulica Royal Crescent i oddalony od niego o kilkaset metrów Royal Circus. Znajdują się w pierwszej grupie na brytyjskiej liście budynków o wyjątkowej wartości historycznej, kulturowej i architektonicznej. Pierwsza z budowli, to pasaż mieszczący hotel, prywatne apartamenty, mieszkania i muzeum. Jest on unikalny nie tylko ze względu na kształt mający u podstawy półksiężyc. Charakterystyczna dla Royal Crescent jest też różnica w wyglądzie zewnętrznej i wewnętrznej fasady oraz 114 gigantycznych kolumn sięgających wysokością drugiej kondygnacji. (opis zaczerpnięty z tej strony).
Sami zobaczcie jak tam pięknie! Marzył mi się taki apartament! :)
















Po wyczerpującym i zimnym dniu zmierzyliśmy w stronę Stonehenge. W maleńkiej miejscowości znaleźliśmy przytulny hotel i uczciliśmy wyprawę kolacją w hinduskiej restauracji. Jeszcze dwa lata temu nie zjadłabym tak pikantnych dań, a teraz marudziłam, że za mało w nich chili :) To się nazywa przekabacenie smaków!!

Ciąg dalszy w kolejnych postach...


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...