6.12.12

The short story


Pora wyznać prawdę. Jedną z tych oczywistych. Może już sami ją odkryliście i tak jak ja dziesięć lat temu nie przyjęliście jej z uśmiechem na twarzy. Zanim do niej dotrę opowiem historię mojego ubierania się na przestrzeni lat.

Wychowałam się w czasach kiedy do szkoły podstawowej (ośmioklasowej) nosiło się granatowy fartuszek z białym kołnierzykiem. Pamiętam, że miałam dwa na zmianę. Piątki były zawsze kolorowe i wówczas prawie każde dziecko wybierało coś czerwonego, jakby chciało wyróżnić się spośród tłumu i nareszcie zaapelować swoją obecność krzykliwym kolorem.
W liceum zaczęłam eksperymentować ze strojami. Były to zupełnie inne czasy niż dzisiaj. Młodzież nie nosiła najlepszych marek a zdobycie zimowego płaszcza graniczyło z cudem. Wybierałam ogromne męskie koszule, oversize swetry, których zawsze było pod dostatkiem w mnożących się jak grzyby po deszczu lumpeksach. Byłam wierna marce BigStar za to, że miała dość długie nogawki i rękawy w kurtkach. Nigdy nie założyłam do szkoły spódniczki, a krótkie spodenki na lekcję w-fu nigdy nie ujrzały mojej sali gimnastycznej (zwanej potocznie kurnikiem). Obowiązywał schludny strój, a jedna nauczycielka zabierała nam biżuterię, i oddawała dopiero pod koniec roku ze świadectwem. Pewnie dlatego do dziś nie potrafię nosić kilka błyskotek na raz.

Na studiach mogłam szaleć. Ale nie miałam za co. Studia dzienne, podejmowałam więc pracę od czerwca (kiedy zaliczyłam sesje w zerowym terminie) do końca września. Tak zarobione pieniądze musiały starczyć na cały rok akademicki. We Wrocławiu budowała się dopiero pierwsza galeria handlowa. Nikt nie słyszał o Zarze czy H&M. Bazar na Zielińskiego dla większości moich znajomych był jedynym modnym miejscem w mieście. 
Pewnie dziwnie Wam się to czyta. Domniemam, że większość stałych czytelników tej strony to bardzo młode osoby, które nie wiedzą, jak dziesięć lat temu nosiła się polska młodzież.

Potem dostałam pierwszą pracę w swoim zawodzie. Musiałam pożegnać dżinsy i ulubioną parkę. Nagle okazało się, że nie mam w czym chodzić. Potrzebowałam garniturów, koszulowych bluzek, ołówkowych spódniczek, eleganckiej teczki i trencza. "Mój styl" nie zdążył się nawet wykształć a już został zmiażdżony przez białe kołnierzyki. Zawsze starałam się przemycić ciut siebie do "sztywnego" wyglądu aby podkreślić swoją osobowość. Pozostając do późnych godzin wieczornych w korporacji tylko  w weekendy nosiłam się casual, a dla tych paru dni w miesiącu nie potrzebowałam stosu ubrań.
Po przeprowadzce do UK odkryłam, że nie chcę chodzić w szpilkach do Tesco ani w garniturze na kręgle. Wtedy zaczęło się poszukiwanie tego co lubię, odkrycie siebie na nowo i wdrożenie tego w moją szafę. Wówczas powstał ten blog. 
Rozczarowanie przyszło jednak po raz kolejny. Pracując bardzo często mamy narzucony strój przez pracodawcę, bądź wynika on z profesji jaką wykonujemy. Zazwyczaj dostaję "mundurek" lub mam ściśle określone zasady ubioru. Chodzę w tych ubraniach cały dzień, a swoje ulubione zakładam tylko w wolne dni. Trochę mi żal, bo nie czuję się sobą na co dzień ubrana od stóp do głów w czerń, jestem jednak na tyle leniwa, że nie chce mi się przebierać. Podziwiam moją mamę która codziennie wieczorem szykuje cudne zestawy do pracy, a potem i tak na 8 godzin wskakuje w kitel - ona zawsze będzie dla mnie guru! 

Zazdroszczę wolnym zawodom, które mogą pozwolić sobie na dużą swobodę! Mają nieokreślony czas pracy i luźno ustalone zasady ubierania się. Niestety takich ludzi jest bardzo mało. Większość z nas musi się dostosować. Celebrujmy więc wolne dni, róbmy to na co mamy ochotę, spędzajmy czas z najbliższymi i nośmy ulubione rzeczy!
coat - Tosphop, jeans - Topshop, bag - sh, shoes - Tk Maxx, collar - Primark, Sweater - sh - United Colors of Benetton

Dzisiejsze zdjęcia wykonała Honey Bunny in Wonderland  podczas naszego spotkania we Wrocławiu :)

Przypominam Wam o prezencie w poprzednim poście!!

25 comments:

  1. Wspaniale piszesz, wiesz? Czytałam Twoją historię z zapartym tchem ;>

    ReplyDelete
  2. Niestety wolnych zawodów jest dość mało, w dużych miastach spotkamy więcej ludzi, którzy pracują w korporacjach i obowiązuje ich dress code. Niestety, nic na to nie poradzimy- tak już jest.
    Świetna jest ta kokardka, bardzo romantycznie to wygląda :)

    ReplyDelete
  3. Świetnie wyglądasz, kołnierzyk jest śliczny.:)

    ReplyDelete
  4. świetnie wyglądasz ! :)

    ReplyDelete
  5. Dobrze pamiętam tamte czasy,jestem rocznik 82:) Pamiętam moją pierwszą,upragnioną bluzę z kapturem z Fruit of the Loom.Nawet mi się wtedy nie śniło,że wszystko będzie w zasięgu ręki.Jeśli chodzi o dress code,to coś o tym wiem.Niestety nie przepadam za poceniem się w lato w żakiecie,a muszę,z drugiej strony jak zobaczyłam kiedyś panią prokurator w gumowych klapkach,to wydało mi się to jednak niesmaczne ... :)Zresztą u nas w Polsce nie są te zasady aż tak ścisłe,zawsze coś się da przemycić ;)

    ReplyDelete
  6. pieknie sie usmiechasz!

    ReplyDelete
  7. A ja dokładnie wiem o czym mówisz :) pamiętam każdy z czasów o którym mówisz, łącznie z fartuszkami których tak bardzo nienawidziłam.
    Powiem Ci, ze z tymi wolnymi zawodami wcale nie jest tak prosto. Ja mam w zasadzie wolny zawod. Moge uberac co chce.. pod warunkiem ze nie ide do pracy. :D ha :D Zaskoczenie. Dla mnie rowniez. Jedyne co przemycam swojego w "uniformie" ktory nie narzuca mi szef bo jestem nim sama dla siebie to buty ktore odrobie pokazuja mnie ale generalnie nijak nie czuje sie w czerni od stop do glow, szczegolnie latem, szczegolnie na dworze, szczegolnie biegajac, noszac plecaki, stresujac sie czy ze wszystkim zdaze ;) jak nie wychodze to i tak siedze w legginsach i wygodnym topie, czasem w bluzie gdy jest zimno. Obawiam sie ze zyjemy w czasach gdzie nikt nie moze ubierac sie w pelni po swojemu bo wiele sytuacji wymaga od nas dress codu ktory nie rzadko lezy bardzo daleko poza naszym stylem :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Aj widzisz, a wielu z nas wydaje się że wolny zawód to i wolny (ale niekoniecznie frywolny) strój :) a tu wszędzie dress code, jak nas widzą tak nas ponoć traktują!

      Delete
  8. jako, że mam dopiero 18 nie pamiętam czasów fartuszków itp. Za to będąc w 3 liceum widzę kolosalną różnicę w wyglądzie obecnych 1 gimnazjum i moim w tym wieku. Nie śmiałabym się pomalować w weekend, a co dopiero do szkoły, a obecne gimnazjalistki noszą takie tony tapety, których moja twarz nie widziała od urodzenia, noszą obcasy 12 cm i koszulki z dekoltem do ziemi. Młodzież się zmienia- to na pewno, ale myślę, że wielki wkład mają w to rodzice i przede wszystkim nauczyciele. Ja jak raz pomalowałam w gimnazjum paznokcie to zostałam wysłana do sekretariatu gdzie czekał na mnie zmywacz! A teraz każdy uważa, że nie widzi! (Nie chodzi mi o to, że mają dziewczyny chodzić tylko w spódnicach za kolana, butach płaskich, z zakrytymi palcami i w golfie, ale trochę kultury się należy).
    Swoją drogą fajny tekst i przepiękny płaszczyk!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Popieram, cieszę się że takie spostrzeżenia ma tak młoda osoba jak Ty. Im jesteśmy naturalniejsze tym piękniejsze - to moja zasada :)

      Delete
  9. Anonymous6/12/12 22:16

    Świetny i inspirujący blog!
    A twój naszyjnik jest cudowny :)
    -A

    ReplyDelete
  10. Wiem, o czym mówisz. Pamiętam, ze też nosilam fartuszek, ale chyba przez rok - w pierwszej klasie podstawówki. Później pojawiły się pierwsze marki, które nosili wszyscy: Big Star, Vans, Diverse. Pamiętam pojawienie się marki Troll, a później Reserved. Jakie mi się to wydawało kolorowe i inne.
    Teraz też mam dress code, ale przynajmniej z 'casual Fridays' i nie tak bardzo restrykcyjny, zwłaszcza latem:)
    Świetny plaszczyk!

    ReplyDelete
  11. Piękny płaszczyk :)

    ReplyDelete
  12. Czytając tego posta mam wrażenie jakbym czytała swoją historię :D. Do dziś pamiętam czasy fartuszków i prawdę mówiąc widząc dzisiejszą "młodzież" w klasach np gimnazjalnych to ich ubiory wołają o pomstę do nieba. Może jestem już stara i nie rozumiem pewnych rzeczy ale nie przekonuję mnie kiedy 13-letnia dziewczyna idzie do szkoły w szpilkach , z gołym brzuchem i z tapetą na twarzy :/. A z innej beczki to bardzo ładny naszyjnik.
    Pozdrawiam LaFaMi

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja też nie mogę tego na spokojnie przełknąć.

      Delete
  13. Pięknie wyglądasz!
    Kołnierzyk jest przeuroczy :)

    ReplyDelete
  14. Anonymous7/12/12 12:02

    Polu,piszesz interesujaco.Fartuszek nosilam do 6 klasy,jestem o kilka lat starsza od Ciebie.Czlowiek wygladal schludnie.
    Teraz jak widze,spotykam sie w gimnazjach-mlodziez niestety postarza sie makijazem,ubiorem itp.Mlodziez gimnajzalna chce byc dorosla:).Nie neguje mlodziezy!
    Zaczynam pieczenie piernikow ze swoja trzylatką:)
    Od czasu czytam Twojego bloga,ale jestem pod wrazeniem
    Pozdrawiam cieplo,udanych i magicznych swiat)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję. Także życzę magicznych świąt i przepysznych pierniczków (moje już zamknięte w puszce czekają na święta :)

      Delete
  15. Wyglądasz ślicznie! Świetny zestaw. Ja już się nie załapałam na mundurki (w ośmioklasowej podstawówce jeszcze) a Galerię Dominikańską budowali pod mym nosem, kiedy byłam w LO, XI z resztą, więc postępy w budowie "podziwiałam" w czasie rzeczywistym, dzień w dzień ;) I tak patrząc z perspektywy też czuję, jakiego przełomu w wyglądzie tzw. ulicy dokonały sieciówki!

    Co do wolnych zawodów - ja otworzyłam swoją firmę - projektuję i szyję ubrania pod własną marką...i też mam swój mundurek! szary lub czarny, najlepiej dresowy. Bo wygodnie i nie trzeba za dużo się zastanawiać w co się ubrać do pracy. I on też mnie wkurza czasem, bo ciągle ten sam. I paradoksalnie kiedy muszę gdzieś wyjść "do ludzi" to mam taki sam problem w co się ubrać jak wszystkie dziewczyny, wszystkich zawodów ;)

    Pozdrawiam ciepło!

    ReplyDelete
  16. pieknie wygladasz:) a w tym naszyjniku sie zakochałam! cudowny jest:)

    ReplyDelete
  17. Anonymous7/12/12 18:11

    WOW!! Niunia, ale wzięło Cię na wspomnienia ;) super post :) Pozdrawiam
    K.Z.

    ReplyDelete
  18. Anonymous8/12/12 08:19

    Pola a jakie studia ukończyłaś?

    ReplyDelete
  19. Bardzo mi się podoba Twój strój. Jest niebanalny. Wiem, że to słowo jest nadużywane, ale mi tu pasuje idealnie;)
    Nie zgodzę się z tym, że tylko wolne zawody mogą ubierać co chcą. Chwila od skończenia studiów już minęła i wśród moich znajomych nie znam nikogo, kto dostałby wytyczne co do ubioru, tak jak wyglądali kiedyś tak wyglądają dalej. Może to kwestia ukierunkowania, nie mam znajomych pracujących w bankach, ale już w urzędach, uczelniach i różnych firmach tak. Kolorowe sweterki u dziewczyn i długie włosy, bojówki i bluzy dresowe u mężczyzn mają tam się tak samo dobrze jak na studiach;)

    ReplyDelete

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...