28.9.14

Aberystwyth (part II)


Letni weekend z piękną prognozą pogody zawsze korci aby wybrać się nad wybrzeże. Tym bardziej jeśli miejscem docelowym jest Walia. Sama podróż choć trochę długa umilona jest niesamowitym krajobrazem.  Tym razem pogoda niemile nas zaskoczyła i zamiast wygrzewania się w słońcu skusiliśmy się na długie spacery i zwiedzanie miasta. Nie była to nasza pierwsza wizyta w Aberystwyth, także miło było obserwować zmiany, które zaszły na przestrzeni ostaniach pięciu lat. Zachwycaliśmy się pięknym dworcem, małymi uliczkami i nieskończoną liczbą kościołów. Zabolał mnie jednak fakt, że jak zwykle nie było wyboru w kafejkach podających kawę na zewnątrz i restauracjach serwujących owoce morza. W takim miejscu jak Aberystwyth aż prosi się o małże serwowane w czosnkowo ziołowym sosie z frytkami i białym winie, lub pastę z krewetkami i smażonymi orzechami ... Tymczasem tradycyjnie wszędzie jest fish&chips polany octem i zapakowany w gazetę :) 



23.9.14

Aberystwyth

Powrót po przerwie nigdy nie jest łatwy. Niejednokrotnie tęskniłam i  pisałam teksty w myślach...  jednakże kiedy dotknęłam klawiatury moje palce odmówiły posłuszeństwa. Ulubionym przyciskiem stał się backspace, a przecież nie na tym to miało polegać. 
Przez lata blogowania pojawiły się tutaj różne posty. Dzieliłam się swoimi refleksjami, opisywałam  rozterki, przelewałam wybuchająca ze mnie radość i wyrażałam opinie o tym co mnie otacza.
Każdy czytelnik zapewne ma o mnie zupełnie inne zdanie. Może niektórzy twierdzą, że jestem smutasem,  inni że konserwatystką lub niepoprawną romantycznie. Tylko Ci co znajdą mnie naprawdę potrafią czytać co kryje się "miedzy słowami". Ciekawi mnie jak Ty mnie spostrzegasz!?
W blogosferze prawdomówność nie wychodzi na dobre. Im bardziej popularny blog tym staje się coraz mniej osobisty. Ten miał być pamiętnikiem, ale innym od tego chowanego pod poduszką. Czy każdy autor książki, filmu, piosenki pisze o swoim osobistym życiu? Nie sądzę. Każdy z nas ma wiele twarzy a ja na tym bogu pokazuje za każdym razem tą na którą właśnie mam ochotę.... niezależnie jaką przykleją mi metkę! 


W kolejnym poście więcej zdjęć i szczegółów o tym magicznym miejscu....

10.8.14

Flowers at home

Kwiaty towarzyszyły mi od pierwszego roku narodzin. To właśnie ich zapach kojarzy mi się z dzieciństwem i nie wyobrażam sobie aby w moim domu ich zabrakło. W obecnym miejscu pracy nie ma ani jednego kwiatka w całym budynku :( chyba czas abym to zmieniła! 

Jeśli kiedykolwiek byliście w Anglii to zapewne wiecie, że ogródki są wielkości dwóch miejsc parkingowych :) Mój niestety nie odbiega od tej normy ale nie znaczy to że jest nudny i betonowy. Wiosną zmieniłam jego image i nadałam mu kolorów i życia. Zawitały tam rododendrony, kamelie, pnące róże i piwonie. Aby tego było mało w pustych miejscach zawsze stoją donice z sezonowymi kwiatami. Nie ma nic piękniejszego niż pić kawę, bądź smażyć smakołyki na grillu w kolorowym ogrodzie. Nie może tam także zabraknąć zakątka z ziołami. Świeża bazylia do pomidorów, mięta do wody z cytryną czy szczypiorek do sobotniej jajecznicy! Aj!! Lato trwaj cały rok!

Oczywiście w domu także musi być zielono :) Moja miłość do kaktusów ciągnie się już latami. Obecnie mam ich około 11 doniczek :) W zeszłym tygodniu jedna ucierpiała podczas polowania Teddusia na motylka, znalazłam jednak godną jej zastępczynie. Miedź będzie znacznie odporniejsza niż ceramika! A kwiaty prezentują się w złocie przewspaniale! Chętnie zaopatrzę się w więcej takich skarbów :)  W innych postach zapewne zawitają moje domowe rośliny, których jest spora gromada :)

13.7.14

go on ahead


Po raz pierwszy dokąd przeprowadziliśmy się do nowego domu czeka mnie dziś samotna nocka. Owszem, Teddy będzie obok, ale zabraknie silnego i ciepłego ramienia aby dodać mi otuchy przed jutrzejszym wielkim dniem. Otwieram kolejny etap w moim życiu. Jutro rano stawiam się u nowego pracodawcy i kontynuuję wyznaczoną sobie ścieżkę "kariery". 

Wdrapałam się właśnie na ostatnie piętro gdzie przez koronkową firankę oświetlają mnie ostatnie promyki słońca, wkomponowana w fotel z nogami do góry popijam zieloną herbatę, i słucham relaksującej Norah Jones. Do głowy przychodzi mi mnóstwo myśli. O tym, że ta praca bardziej znalazła mnie niż ja ją. Zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną miesiąc po tym jak przestałam desperacko szukać czegoś nowego, a kiedy sytuacja w starej firmie stała się bardziej niż nieciekawa. Mówią, że jestem w czepku urodzona. 10 minut po opuszczeniu "pokoju przesłuchań" dostałam telefon, że dostaję się na kolejny etap kwalifikacji w którym konkuruję sama ze sobą :) 


Mimo dość gładkiego startu dziś jestem pełna obaw przed pierwszym dniem, a nawet tygodniem!
W ostatnim czasie dzieje się więcej niż mogłam sobie wyobrazić. Bloguję w myślach, bo nie starcza mi czasu na przelanie moich przemyśleń na bloga. Udało mi się jednak "zresetować" i naładować baterie. Przy okazji zrobiłam trochę zdjęć, które już niedługo ukażą się na blogu! Spodziewajcie się Walijskich zimnych plaż, Wrocławskich wspominek, mojej rudej miłości i zdjęć domu :)

Dzisiejsze zdjęcia zostały zrobione podczas wyjazdu na uroczysty lunch. Nie wiem jakim cudem wytrzymałam z moim T. aż 6 lat! :) Jest co świętować :) Staramy się aby każdego roku było inaczej, ale  zawsze romantycznie i wesoło. :P 
A przy okazji też smacznie :)
 Dania głównego nie sfotografowałam .... nie zdążyłam :)
Muszę przyznać, że odzwyczaiłam się od pozowania do zdjęć. Fakt, nadal to lubię, ale wczoraj czułam się dziwnie. Wszyscy się oglądali i przypatrywali. W takich momentach wolę być fotografem niż modelem :) Definitywnie wyszłam z wprawy :) 

Pod tym outfitem nie pojawi się lista sklepów gdzie zakupiłam rzeczy. Spodenki i bluzka pochodzą z charity shop, metki zostały wycięte i nie znam ich pochodzenia. Prawdę mówiąc to mój nowy sposób na zakupy. Dobry temat na osobny post :) 




30.6.14

Instagram - last month

Zamilkłam na dłużej, nie oznacza to jednak że moje życie ogarnęła nuda. Wręcz przeciwnie, wciąż jestem w biegu niczym rozpędzona lokomotywa.  Z chęcią posiedziałabym przy kawie i poczytała od dawno nietkniętą stertę czasopism. Zaplanowałam realizację swoich marzeń na lato i teraz nie mogę ich ogarnąć. Na dodatek jak zawsze wyskakują niezaplanowane niespodzianki, które burzą pięknie poukładane plany. Szczegóły już niedługo... tymczasem zapraszam na kilka zdjęć :) 

DOM :) w nim ciągle coś się zmienia. Jego dekoracja sprawia mi niesamowitą frajdę! Zdarza się, że bywam niezdecydowana jaki ostateczny look chcę osiągnąć i metodą prób i błędów dobieram dodatki do wszystkich pomieszczeń. Czuję, że ta przygoda jeszcze długo potrwa.... :)

W czerwcu odwiedziłam mój kochany WrocLove. W kolejnym poście ukarze się więcej zdjęć z tej kilkudniowej wizyty.
Obżarstwo truskawkowe w tym roku przechodzi samo siebie. Po raz pierwszy znalazłam w Anglii truskawki, które nie smakują jak drewno! Nie można ich jednak porównać do Polskich :)
W Polsce skusiłam się na wizytę u fryzjera :) Odkąd zapuściłam włosy odwiedzam go średnio raz na dwa lata :) Mając osobistego fryzjera, który zawsze podcina tyle centymetrów ile właścicielka kudłów nakazuje - bezcenne! 
Za każdym razem kiedy wracam po długiej nieobecności  do domu mama serwuje mi swój wyśmienity rosół! Ajjjj nie ma jak u mamy!!

Jeśli śledzicie mnie na Facebooku, zapewne wiecie, że oprócz razy kotów British Short Hair ubóstwiam także Maine Coon. Niedawno mało co nie zaadoptowałam jednego z nich. Pewna ruda kotka wyczuła moją miłość i odwiedza nas regularnie :) Teddy nie jest zadowolony, ale już coraz mniej okazuje swoje zdenerwowanie :) 

                                                                                                                                                        :* :* :* 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...