Czwartek godz. 22, postanawiam przymierzyć kreacje, która juz rok temu została "wybrana" na ślub Terezy. Ale cóż to!! Za duża???
Gdzie podziało się ciałko, które pięknie wypełniało brakujące miejsce sukienki?
Czy to codzienny trening autobus-pociąg-spacer, spacer-pociąg-autobus spowodował, iż nawet mój facet stwierdził, że wyglądam jak w worku na kartofle :( ?
Po takim komentarzu nie odważyłam się jej założyć, a moje niewielkie doświadczenie krawieckie i bark czasu nie pozwalało rozpruć kiecy za tysiaka i dopasować jej do aktualnego kształtu mojej figury!
Plan był prosty. Kolejnego dnia po zajęciach miałam dokładnie 2h na zakupienie nowej kreacji. Wyczyn? Myślę, że jest to jak najbardziej do zrobienia, ale nie z moją figurą! Wypiłam mocną kawę, wyznaczyłam mapę sklepów (w głowie) i ruszyłam na łowy. Ta za krótka, tamta za prześwitująca, tutaj talia zaczyna się pod biustem, ta za bardzo casual, tamta za jaskrawa, ta kiepska jakościowo. Nie żebym wybrzydzała... (już nawet cena przestała mieć dla mnie znaczenie) ale nawet w jednym z największych angielskich miast nie mogłam nic znaleźć. Już nasuwały mi się myśli .... nie pójdziemy! Ale jak można z tak błahego i niepoważnego powodu ominąć tak świetną imprezę?
Zostało 30 minut do pociągu, 4h do ślubu.... i około 200 kilometrów do pokonania aby dotrzeć na miejsce. A ja nadal daleko w polu....
Koło stacji jest TK Maxx - moja ostatnia deska ratunku pomyślałam. W biegu przymierzyłam 5 sukienek i wybiegłam z tą, na którą czaiłam się od 3 miesięcy (jednakże nigdy nie było mojego rozmiaru)! W ten "mało skomplikowany" sposób stałam się posiadaczką najdroższej kiecki w mojej szafie i weszłam w posiadanie jednej szmatki z ulubionej marki Kate Middleton.
Impreza się udała :) choć do dziś jestem mega zaskoczona angielskimi obyczajami podczas ceremonii ślubnej (a raczej ich braku). Pogoda niestety nie dopisała (zdjęcia były robione przy 6 stopniach, brrryyy :) Ogólnie ostatnimi czasy chodzę ubrana tak, bądź tak, albo tak, wiem mamy maj, ale w Anglii jest ok 10 stopni, praktycznie każdego dnia!! :(
16 maja PolaBlogZone obchodził 3 rocznicę!
Wydaje mi się jakby już co najmniej 5 lat upłynęło. Nie będę się rozpisywać ile satysfakcji i inspiracji daje mi prowadzenie tego bloga, bo robię to za każdym razem (pierwszy rok, drugi). Jednak jestem pewna, że gdyby nie WY, moi drodzy czytelnicy nie byłoby tego skromnego adresu www. Dziękuję Wam za to, że tu zaglądacie i komentujecie. Poczucie, że nie "produkuję" się w internetową otchłań sprawia, że chcę tu przychodzić i dzielić się z Wami moją codziennością <3 p="">3>
dress- Reiss, shoes - Topshop




















































