22.1.17

Two Thousand Seventeen



Miniony rok wcale nie był dla mnie kolorowy. Najchętniej bym wymazała go z pamięci, ale to byłoby zbyt łatwe. Przez ostatnie 12 miesięcy miałam wrażenie, że siedzę na statku podczas ogromnego sztormu. Nie potrafię dobrze pływać, więc moje przerażenie było jeszcze większe.

Milion razy szczypala mnie w oczy sól, przy tym zawsze zachłysnęłam się wodą i myślałam, że już nigdy nie złapię oddechu… Dziś potrafię odczytać kiedy zmienia się pogoda, i zmieniam kierunek kursu. Nadal jednak siedze na tym samym statku. Ocean jest coraz bardziej spokojny i częściej wygląda zza horyzontu  nieśmiałe słońce.

Mijam rożne wyspy i czekam z cierpliwością na "tą" swoja. Sztorm nauczyl mnie wiele! Dzieki niemu jestem silniejsza i wiem, że warto było zacisnąć zeby i brnąć do przodu. Momentami fale były tak wysokie, że trzesienie na statku otwierało drzwi do pomieszczeń o których już dawno zapomniałam. 

Teraz czuje, iż zmierzam we właściwym kierunku. Nie do końca wiem jakie to współrzędne  ale ufam podmuchom wiatru. Jesli nawet cofna mnie do tylu, przebrnę tę droge po raz kolejny z wyżej uniesiona głową. To nasza wyobraznia kieruje naszym życiem!

2017 należy do mnie! 

29.12.16

Christmas 2016



Milion razy słyszałam: "Wesołych Świąt", ale czy dla wszystkich jest to rzeczywiście taki radosny czas?
Od kilku miesięcy obawiałam się końcówki grudnia. Czy będę jadła kolację wigilijną w samotności?Czy będę miała z kim podzielić opłatek?
Od ośmiu lat nie widziałam swojej rodziny w tym 'magicznym' czasie. W miejscu, w którym teraz pracuje nie ma mowy o jakimkolwiek urlopie pod koniec grudnia. Firma zamknięta jest tylko jeden dzień w roku, 25 grudnia.
Dla osób samotnych Święta niekoniecznie należą do radosnych. Jest to czas zadumy, powrotu do wspomnień z dzieciństwa i czasu kiedy dom był wypełniony osobami które kochamy. Przed Wigilią rozmawiałam z ludźmi, którzy spędzili ten wieczór zupełnie samotnie. Nie jadły wieczerzy, a drugiego dnia Świąt wróciły do pracy. 27-mego odetchnęły z ulgą, że już jest "po".

Nie, nie zasiadłam do stołu sama, i pomimo trosk miałam bardzo sympatyczne święta :)
Mam nadzieje, że i Wy spędziliście miło ten czas.


14.12.16

List do Świętego Mikołaja …


Tylko 10 dni zostało do Wigilii ….
Macie już przygotowane wszystkie prezenty? Pewnego roku już chyba wspominałam, że Anglicy zaczynaja tzw. Christmas Shopping w październiku, a nawet latem. Pod choinka zazwyczaj maja tyle prezentów, że nie widac drzewka! 
Moim zdaniem, ilość nie ma tutaj żadnego znaczenia. Ważna jest pamięć, i to że "trafimy" z podarunkiem. Nikt z nas przecież nie potrzebuje kolejnego bubla, z którego będzie trzeba wycierać kurze przez cały rok.



Gdyby mój Gwiazdor (czy Mikolaj… ja jestem z wielkopolski :) przyszedł w tym roku (bo przecież byłam mega grzeczna), najchętniej pod choinka znalazłabym rzeczy o których marzę od miesięcy a może nawet dłużej...

1. I phone Stand coś o czym marzyłam od zawsze :) hahah brzmi dziwnie. Ale jest to jedna z tych małych rzeczy które cieszą :) Kiedy jem samotną kolacje (czyli każdego wieczoru) nigdy nie mogę znaleźć wygodnej pozycji dla telefonu aby oglądać filmiki na you tube :) Brakuje mi też takiego cuda w pracy, mój telefon zawsze jest przygnieciony stertą papierów na biurku :)

2 i 3.Nioxin Diaboost i Nioxin Hair System 3. Za każdym razem kiedy idę do mojego fryzjera na dzień dobry pada to samo pytanie: "Jakich kosmetyków używasz do włosów? Każdego razu robię się czerwona a Christos kiwa głową… "Znów mnie nie słuchasz!". Obiecałam, że jak najszybciej zacznę używać profesjonalnych kosmetyków do włosów, które on poleca. I …. tego małego cuda - Diaboost - który podnosi włosy u nasady i sprawia, ze mam czuprynę jak moja mama :)

4 i 16 Nars Laguna jest moim ulubionym bronzerem od lat. Zużyłam już chyba 3 opakowania i nadal do niego powracam. W chwili obecnej kończę resztki :( Mimo, iż jest średnio wydajny nie zamieniłabym go na żaden inny! Jego totalnym przeciwieństwem jest  rozswietlacz beyond z illamasqua ten to chyba starczy do końca życia! Wyszperałam go ostatnio na zakupach w Birmingham … Asia zakupiła to cudeńko i do teraz jej zazdroszczę! 

5. W zeszłym roku dostałam na imieniny przepiękny zegarek Daniel Wellington. Mój jest na skórzanym klasycznym pasku, jednakże na weekend chętnie zamieniałbym go na ten pasiasty :)

6, 7 i 8. Od ponad dwóch lat zakochana jestem w złotej biżuterii. Postanawiam nie kupować żadnych świecidełek za kilka funtów, tylko raz na jakiś czas kupić prawdziwe złoto! Najtańsze wyroby są w Polsce i najczęściej zaglądam do W.Kruk. No i znów zachorowałam na te kolczyki, i te oraz tego małego szaleńca. Moje kuleczki nosze już dwa lata i choć je kocham… chętnie przygarnęłabym zamienniki :) 


9. Skoro jesteśmy już przy biżuterii… Jeśli pokochasz diamenty to jest po Tobie! Jak ja kiedyś mogłam myśleć, ze one się za bardzo błyszcza? Silly me!! Odkąd jestem posiadaczka tych najpiękniejszych kamieni na świecie chce tylko więcej i więcej! Adina  biżuterie odkryłam w Kanadzie. Spośród tylu oryginalnych modeli udalo mi sie wtedy bybrac naszyjnik, który nosze każdego dnia. Obserwując ją na Instagram zakochałam się w tym pierścionku!!! Pasowałby idealnie do mojej kolekcji!!

12. Jak zachować biżuterię czystą i święcącą? Ja zazwyczaj przecieram ja specjalna szmatka albo szczoteczka do zębów :) Ten ostatni sposób trochę mało profesjonalny :) Szczególnie jeśli w grę wchodzą cieniutkie łańcuszki. Myślę, ze ten zestaw do czyszczenia spisałby się na medal. 

10, 11 i 17 Odkąd moja przyjaciółka pokazała mi jak nakładać żelowe lakiery nigdy więcej nie nałożyłam zwykłego lakieru do paznokci. To chyba jest uzależniające! Pol roku temu kupiłam zestaw z CND Shellac i moja baza oraz podkład sięgają już dna :( Z chęcią przygarnęłabym także nowe kolory takie jak Fedora i Field Fox

13 i 14 Ile razy powtarzałam sobie, że lepiej wydać raz więcej pieniędzy ale kupić coś porządnego! Tak samo było w tym przypadku. Mój stary Beauty Blender potrzebował przejść na emeryturę to myślę, pocieszę się czymś z Tk Maxxa. Oj oj! To już nie to samo! Beauty Blender wygrywa!!!!! Mój staruszek nadal dycha ale lada dzień się rozpadnie! 
Jedyny problem jaki mam z tą pięknością jest jego mycie. Znalazłam ten czyścik i po opiniach widać, że radzi sobie wyśmienicie! Nowe cacko trzeba więc traktować z gracją :)

15. Ten zapach wykryła moja mama. I wiadomo, jak to ona ma niesamowity gust! (po kimś musiałam to w końcu odziedziczyć :) Mam nadzieje, że podlinkowałam prawidłową wersję (oryginalną!), oh dlaczego nie można jeszcze czuć zapachów z internetu …. :)

18. GoPRO tutaj to się już rozmarzyłam :) Ale takie małe cudo marzy mi się od dawien dawna :) 
Fotografio! Powracam!

OK lista marzeń zamknięta :) A Wy co chcecie znaleźć pod choinką?

24.11.16

Lets get this started again!




Coming back after a break is never easy and in this case it is after more than a year. 

I wanted to make my first post special but it is more difficult than I had imagined, so lets start with something simple...... 

Many of you may know that since I last wrote I have made some big changes in my life.  To be honest the main reason why I stopped writing my blog was because I needed space in my life for these changes to take effect.  What have I learnt?  Sometimes we think that it is too late to change your life and start from the beginning.  We are not teenagers anymore but it doesn't mean that we can't start afresh.  It is not an easy decision to make, to press the button of "restart", but if you are brave and go for it then things can only get better. 

Nobody is saying that it is going to be easy, but I decided to try and eleven months on I can see that the hard times were for the best and that things can only get better.  I am glad I have taken the leap and glad to be back here with you my friends. 

15.3.15

Prokrastynacja

Dzisiaj? Nie, może jutro to zrobię. Przecież jest milion innych ciekawszych  i ważniejszych rzeczy które odwlekałam od zawsze i to teraz właśnie jest najlepszy moment aby się za nie zabrać. A "TO" z powodzeniem jeszcze zdążę zrobić…. może pojutrze, o tak w czwartek po szesnastej się za "TO" zabiorę….

Na tym właśnie polega to piękne słowo "Prokrastynacja", które ostatnio bardzo często rozbrzmiewa w mojej głowie. Ponoć najczęściej dopada tych którzy chcą zrobić wszystko perfekcyjnie. Aby nikt się nie doczepił, aby było po prostu "spot-on". Nie mogę przecież zawieść szefa, rodziców, nauczyciela, przyjaciela a najważniejsze - SAMEGO SIEBIE. To właśnie my jesteśmy dla siebie największymi krytykami. Odwlekanie czegoś w nieskończoność w efekcie spowoduje porażkę, stres i  wykonanie zadania na bardzo niskim poziomie.
Zapewne każda z Was ma na sumieniu odwlekanie. Nie mam tu na myśli poważnych rzeczy takich jak umówienie się do lekarza (bo przecież  jeszcze aż tak bardzo mi "TO" nie dokucza), czy zabukowanie wakacji (dobrą wymówką jest to, że nadal nie wiemy gdzie pojechać). Nawet nie zdajemy sobie sprawy, że samo wciskanie przycisku "drzemka" kiedy budzik dzwoni o poranku jest prokrastynacją. Czy nie łatwiej jest tego poranka, kiedy wstaniemy o czasie, na spokojnie zjemy śniadanie, porządnie wyszczotkujemy zęby i ze spokojem dotrzemy do pracy, szkoły czy na spotkanie? Ja zazwyczaj zerkam na zegarek i stwierdzam że mam jeszcze mnóstwo czasu i mogę się zabrać za to czy za tamto. Przecież co ja będę roiła tam tak wcześnie. A potem…. spoglądam na zegar - ten który ma najkorzystniejszy dla mnie czas (nawet jeśli jest to 3 minuty różnicy) i w biegu powtarzam sobie, że zdążę. Na szczęście w większości przypadków tak jest ale…. po co mi ten stres i gonitwa?
Ileż to razy kiedy siadam do nauki znajduje milion innych ciekawszych rzeczy: zaparzyć sobie herbatę, sprawdzić co piszczy na facebooku, przeszukać ebay, napisać maila, pomalować paznokcie... byle nie zrobić tego co "muszę", a nie mam ochoty, bądź nie czuję się w tym dobra :( A może mnie ktoś wyręczy…. ktoś komu ta czynność nie sprawi trudności a mi po prostu się "upiecze".
Czy nie nadużywamy słowa "muszę ? Gwarantuję Wam, że jeśli opuścicie to frustrujące słowo wszystko od razu wydaje się prostsze, przyjemniejsze, i smaczniejsze do "przełknięcia" :)

Jak pozbyć się ciągłego odwlekania i związanego z tym stresu? oto kilka porad, które ostatnio próbuję wcielić w życie:

1. Napisz listę co chcesz zrealizować
Nie ważne czy są to cele które chcesz osiągnąć w ciągu roku, miesiąca a może nawet dnia. Planuj.
Słowo pisane zawsze lepiej do nas przemawia.

2. Zaznacz priorytety
Nie bądź aż takim optymistą, że wszystko osiągniesz w przeciągu chwili. Realnie oceń co jest najważniejsze… może po tym co najdłużej odwlekasz?

3. Wyznacz datę osiągnięcia celu.
O tak, to coś co daje nam kopa do działania. Jednakże w rzeczywistości wygląda to zupełnie inaczej. Jeśli czeka Cię ważny egzamin, bądź przygotowanie się do rozmowy czy nawet spakowanie walizki na wakacje - wyznacz datę skończenia tego zadania na kilka dni wcześniej. Zawsze może się coś po drodze wydarzyć - tym sposobem będziesz miała zapas czasowy (czyli spokojniejszy zarazem sen).
Jeśli ta lista jest już gotowa. Przejdź do rozpisania każdego poszczególnego celu. Ja wychodzę z założenia, że to najgorsze i najmniej przez nas lubiane warto wykonać jako pierwsze.

Na przykładzie jutrzejszego dnia: Prawie nikt z nas nie lubi poniedziałków. w obecnej pracy właśnie w ten dzień mam najważniejsze i najbardziej odpowiedzialne (co za tym idzie stresujące) zadania. Najchętniej uciekłabym aby ktoś za mnie je wykonał. Ale zrobienie ich na spokojnie jako pierwsze oszczędza mi stresu i nawet daje poczucie satysfakcji, że już po, że poszło gładko i nawet mimo niespodziewanych trudności miałam czas na poprawki przed godziną zero! Innym plusem jest to że rano zawsze mamy więcej energii i bardziej otwarty umysł aby stawić czoła temu co nie lubimy robić.

Na podsumowanie dodam, że nie ma dla mnie większej satysfakcji jak pokonać swoje własne słabości. Zrobić plan, podążać według skazówek i osiągnąć to co wdawało się ogromną górą lodową niemożliwą do pokonania! Uśmiech, poczucie własnej wartości i radość promieniująca na innych - GWARANTOWANA :)

A Wy często odkładacie ważne zadania na potem? Jakie macie na to sposoby? A może kiedyś zakończyło się to tragiczną historią???

1.3.15

Photo Diary

Znów nie wiem od czego mam zacząć. Kolejna przerwa, ale chyba zupełnie inna. Ostatnie tygodnie przeleciały mi koło nosa niczym najszybszy pociąg pospieszny. Luty zniknął, a nawet nie pamiętam kiedy się zaczął. Każdy poniedziałek zaczynam o 4 rano i mimo iż odliczam dni do weekendu nie zauważam, że właśnie się zaczął. Kalendarz na 2015 zamówiłam dopiero pod koniec stycznia. Do dnia dzisiejszego pojawiła się tam tylko jedna notatka "przyjechała mama"… Dodatkowe zajęcia w szkole i praca w której siedzę dłużej niż powinnam pochłonęły cały mój wolny czas. Nie chcę się użalać, ale  kiedy przed momentem otworzyłam bloggera aby naskrobać ten post i zauważyłam iż mam 4 nieopublikowane komentarze, które "wiszą" od 15 dni - prawie pękło mi serce!!!  Kocham czytać Wasz feedback! Z ogromnym żalem spostrzegłam, że to co kocham (blog, zdjęcia…) odeszło na dalszy plan. Definitywnie muszę zwolnić, i wprowadzić w życie plan b), bo kolejny rok zapowiada się jeszcze bardziej intensywny!

Jeśli mowa o codzienności to chciałam się z nią dziś z Wami podzielić. Dziennik fotograficzny! Chyba wszyscy go lubimy :)
Koty to mój lek na całe zło. Kiedy przychodzę "wypluta" do domu futrzaki zawsze narzekają, a potem kochają za pyszny rosołek z warzywami i wołowinką. Neo przeszedł moje oczekiwania. To mix kota z psem i małym dzieckiem. Tul, pieść, noś na rękach i pokazuj mi wszystko co robisz - ja pomogę! :) 
Kilka miesięcy temu postanowiłam sobie, że wszystkie moje rzeczy muszą się zmieścić do jednej szafy. Może dla wielu z Was to śmieszne wyzwanie, ale dla kogoś kto lubi nowinki nie jest to takie proste. Ma tam panować porządek i być zachowana przestrzeń. Kolejny wymóg - mogą tam mieszkać  ulubione ubrania. Idzie mi całkiem nieźle. Wyprasowane koszule nie gniotą się, a ja coraz częściej wiem co założyć. Co najciekawsze dochodzę do wniosku że połowy z tego nie potrzebuję! Jeśli jesteście zainteresowani podam linka na wyprzedaż, którą zazwyczaj robię na ebay (tylko na UK).
Party party. Coraz rzadziej na nich goszczę, mimo iż bardzo za nimi tęsknię! 
Na powyższym zdjęciu możecie porównać mnie przed i po :) Bo chyba tak to się zwie. Baaa nadal jestem ta sama tylko maska mi się zmieniła :) Dziwne jest to, że w mojej pracy tylko jedna dziewczyna się maluje. Czasem czuję się bardzo nieswojo mimo iż mój makijaż jest bardzo naturalny. Nałożenie wyraźniejszej szminki powoduje tak duży kontrast na tle innych, że zaczynam się obwiniać o "lampucerstwo". Z drugiej strony pokazywanie się w pracy bez grama make upu jest dla mnie  wręcz nieprofesjonalne. 
Relax w domu :) Czyli coś co każdy z nas kocha :) Choć zgromadziłam kilka fajnych książek i czasopism które chciałabym poczytać wciąż nie znajduję na nie czasu. W zamian uparcie szukam mebli i innych niezbędnych przedmiotów aby w końcu wyposażyć puste ściany. A kiedy nadarza się chwila na chwycenie ciekawej pozycji… książka z kursu patrzy na mnie krzywym okiem… :)
Zimową pluchę i ciemne dni postanowiłam rozweselić mądrymi przemyśleniami. W 10 minut przerobiłam stary obraz w tablicę, która wbija mi do głowy pozytywne wibracje każdego razu kiedy wchodzę na pierwsze piętro (czyli kilkaset razy dziennie) :)
Uwielbiam być gościem u Katie, a nawet być gospodarzem razem z nią. Mam nadzieje, że już niedługo uda mi się opisać niesamowitą przygodę w która zwie się Progressive Supper.

1.2.15

Looking back on 2014

Kolejny miesiąc przeszedł mi koło nosa bez blogowania. Pomimo wielkiej tęsknoty nie znalazłam czasu na publikację ani jednego posta :( Nauka do egzaminu i intensywna praca pochłonęły mnie do reszty. Do tego moje dążenie do perfekcyjności i dzielenie życia z OCD zabiera mi każdą wolną chwilę.

Styczeń był miesiącem podsumowań i planów na kolejny rok. Wczoraj przyszedł do mnie nowy kalendarz! No cóż lepiej późno, niż wcale!

Tradycją stało się już, że każdego roku zamieszczam krótkie podsumowanie ostatnich dwunastu miesięcy. 2014 należał to tych lat w których czekały mnie niespodzianki. Lepsze i te gorsze….

Styczeń
Po kilku miesiącach harówki i życia jak rozbójnik w końcu przyszedł czas na odpoczynek. Nie zapomnę tego okresu. Czułam się jak bezdomna,  która nagle znalazła maleńkie schronienie. Powrót do zwykłej codzienności wydawał się wygraniem na loterii. Ach te remonty i przeprowadzki….

Luty
Kolejny miesiąc zmagań. Pod tym samym tytułem powstał nawet post. Na domiar złego wpadałam w coraz to większą nerwicę związaną z moją pracą. Przebywanie z toksyczną szefową nie wychodziło mi na zdrowie. Najgorsze, że czułam się osamotniona w swoich odczuciach. Jakież było moje zaskoczenie kiedy to po 8 miesiącach odkryłam, że nie tylko ja borykam się z identycznym stresem.
Marzec
Spełniłam w końcu marzenie posiadania pięknej toaletki. Własnoręcznie wyszlifowałam każdy jej cal a potem starannie przemalowałam. Wieczory nabrały ekscytacji, a efekt końcowy zaparł mi dech w piersiach. Do dzisiaj jest to mój ulubiony mebel w domu. Szuflady są potężne i tylko dwie wypełniają moje (już) skromne zbiory kosmetyczne. Borykam się tylko z oświetleniem. Planuję przymocować je do lustra, ale ten pomysł wciąż nie może wpisać się w grafik.
Post z toaletką znajdziecie tutaj.
Z okazji 8 marca napisałam tekst jak trudno być kobietą, moje przemyślenia są wciąż dokładnie takie same! 

Kwiecień
Myślałam, że mam już wszystko o czym marzyłam. Plany realizowały się po mojej myśli jednakże burza dopiero nadchodziła. W kwietniu usłyszałam jej pierwsze grzmoty. Porządnej zagrzmiało za trzy miesiące… Oby ten kwiecień był dla mnie łagodniejszy!

Lato w 2014 roku było przepiękne. Gdybym była fanką opalania pewnie nie raz strzaskałabym się na leżaku w ogrodzie. Po raz pierwszy odkąd  mieszkam w Anglii nacieszyłam się słońcem. Musieliśmy nawet dokupić parasol do zestawu ogrodowego bo nie było można wytrzymać w bezpośrednich promieniach słonecznych. Grill cieszył się niesamowitym powodzeniem a konserwatoriom zostało okrzyknięte ulubionym pomieszczeniem w domu :) oj takie rzeczy w UK nie zdarzają się często!

Sierpień
Ziemia zatrzęsła się pod moimi nogami. Zaczęłam tracić wiarę w to wszystko co wydawało się dla mnie sensem życia. Moje słowa i pragnienia okazały się być nieistotne. Czułam się jak samotny okręt z przeciekającym dnem... w dodatku na nieznanym oceanie. Mimo, iż marna ze mnie pływaczka dotrwałam do brzegu...
Jeśli coś zmieniać to najlepiej na całego. Znalazłam nową pracę i pożegnałam się z codziennym stresem! Każdemu życzę doznania takiej satysfakcji jaką ja miałam podczas ostatniej godziny w starej firmie. Zamknięcie drzwi na zawsze… te same które bałam się otworzyć każdego poranka.
W sierpniu pojawił się nowy domownik. Futrzak który potrafi postawić na nogi cały dom - w tym pozytywnym i negatywnym stopniu :) Neo.

Wrzesień
Nigdy nie lubiłam tego miesiąca. Zawsze kojarzył mi się z powrotem do szkoły, za którą nie przepadałam. Do dziś koszmary, że Zwierz wywołuje mnie do tablicy, a z powodów wagarów (na które prawie nie chodziłam!) nie zaliczam polskiego. 
W mionowym roku był to czas robienia dobrej miny do złej gry. Zastanawianie się kto gra którymi pionkami i kto tak naprawdę ma uprawnienie do tego aby rzucać kostką. Momenty w życiu które każdy przechodzi, i każdy chce ich uniknąć.

Październik
Po roku od przeprowadzki podzieliłam się z Wami kilkoma ujęciami z nowego domu. Tylko dwa wnętrza mogę uznać za wykończone. Innym brakuje jeszcze dużo aby nazwać je gotowymi :)

Listopad
W końcu nadszedł czas na spakowanie walizki i ucieczkę na zasłużony odpoczynek. Nie byłam na wakacjach od 3 lat. Teraz kiedy zapadły pewne decyzje, i kiedy odzyskałam spokój duszy mogłam zabukować bilet i wylecieć w nieznane. Brzmi bajkowo, ale brak paszportu ograniczał mnie z wybraniem słonecznego miejsca późną jesienią. Mam nadzieję, że niedługo ukaże się relacja z tych wakacji. 
Grudzień 
w poniższym poście :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...