28.12.14

Świętowanie w Anglii

Święta święta i po świętach... tysiące przygotowań, zaangażowania i pracy w tych kilka magicznych dni. Uwielbiam ten czas i za żadne skarby nie chciałabym z niego zrezygnować. Spakowanie walizki i wyjazd w ciepłe kraje czy na narty pod koniec roku nie wchodzi w grę!

W tym roku było zupełnie inaczej. Pierwsze (prawdziwe) święta w nowym domu pozwoliły cieszyć się nam jeszcze bardziej niż zazwyczaj. Niestety bywały smutne chwile, kiedy to serce zatęskniło za rodziną i znajomymi. Życie poza granicami kraju nie jest łatwe podczas świąt. To była moja szósta gwiazdka bez tych najdroższych mojemu sercu! 

Na naszym skromnym wigilijnym stole pojawiło się dwanaście własnoręcznie przygotowanych potraw, w oddali pachniała choinka, koty zachowywały się jak zahipnotyzowane, a my śpiewając polskie kolędy cieszyliśmy się sobą i spokojem.

W tym roku chciałam zapoznać Was w jaki sposób Anglicy spędzają święta. Oczywiście są to tylko moje obserwacje oraz doświadczenia i w każdym rejonie Anglii może wyglądać to zupełnie inaczej.

Przygotowania
Nie jest już dla mnie zaskoczeniem, że w połowie sierpnia w sklepach można znaleźć ozdoby świąteczne. W połowie października każda wystawa przypomina nam, że święta już tuż tuż!
Kiedy w Polsce zabieramy się za myślenie o dekoracji domu (około 12 grudnia) w angielskich sklepach półki z dekoracjami świecą już pustkami! Tradycją jest ubierać choinkę pierwszego grudnia, a rozbierać szóstego stycznia. Jeśli po tym dniu zostanie w domu jakikolwiek znak świąt będziesz mieć pecha cały rok! Pamiętam jak pierwszego roku wybrałam się do Polski i wróciłam w połowie grudnia, znalezienie sztucznego (ładnego) drzewka graniczyło z cudem. Od tamtego wydarzenia wiem, że w błyskotki trzeba zaopatrzyć się dużo dużo wcześniej... lub znaleźć coś na wyprzedaży tuż przed świętami. Pomysł wczesnego  dekorowania domu przypadł mi do gustu, choinka cieszy bardziej przed świętami niż w styczniu.


Potrawy
W UK świąteczny uroczysty posiłek podaje się w pierwszy dzień świąt około południa. Głównym daniem jest faszerowany indyk jedzony z pieczonymi ziemniakami, marchewką groszkiem i brukselką. Podaje się także zawijane w boczek kiełbaski i sos. Posiłek kończy się sytym puddingiem z suszonych owoców. Zamiast dzielenia się opłatkiem na stole według 150 letniej tradycji każdy znajdzie crackersa, a w nim niespodziankę. Z podobnych potraw do naszych jest chyba tylko wspomniany "christmas pudding" który smakiem przypomina mi kutię. 


Niektórzy decydują się na zakup potraw gotowych. Posiłki zamawia się na internecie i odbiera w wigilię. Wszystko gotowe, pięknie zapakowane, wystarczy tylko podgrzać i wyłożyć na półmiski. Bajka co?? W tym roku moja koleżanka z pracy tak zrobiła i z ogromnym pożałowaniem patrzyła na mnie jak każdego dnia wracałam zmęczona, bo gotowałam do północy. 

Nie znam anglika który nie dziwiłby się, że gotujemy 12 potraw na jeden wieczór. Jeszcze większym zdziwieniem jest, że zaczynamy przygotowywać je kilka dni wcześniej i podajemy ja na stół do około 27 grudnia! Po tym trzeba być chorym :) Moi sąsiedzi 27.12 robią już wielkie zakupy żywnościowe kiedy u mnie wciąż lodówka wypchana po brzegi. Śmiałam się ostatnio, że angielska gospodyni ma dla siebie dużo czasu przed świętami po czym polska myśli tylko o kuchni! Gdyby odwiedziły się jedna stwierdziłaby, że jej dom i potrawy niesamowicie śmierdzą, a druga uznałaby gospodynię za nieprzygotowaną do świętowania.

Dzięki temu, że na wyspach mieszka bardzo dużo polaków zdobycie polskich smakołyków nie jest trudne. W każdym większym miasteczku jest polski sklep a w nim kiszone ogórki, kapusta, pierogi i wędlina. Uwierzcie mi  emigrantowi takie rzeczy smakują zupełnie inaczej!!! Już na widok naklejki na słoiku cieszę się jakbym była w domu!
Wigilia
W Angielskiej tradycji wigili się nie świętuje.... oj zaraz zaraz co ja opowiadam! Pewnie, że się świętuje, ale w pubie z piwem lub innym alkoholowym trunkiem. Nie ma to jak się dobrze napić przed świętami!!! Następnego dnia rano z kacem zjeżdżać po poręczy prosto pod choinkę aby rozpakowywać prezenty...

Prezenty
Długo nie mogłam się nadziwić jak Anglicy zdołają kupić setki prezentów. Teraz już wiem w czym tkwi sekret. Większość z nich zaczyna zbierać podarunki od połowy wakacji. Zaopatrują sie podczas letnich wyprzedaży i potem każdego miesiąca kupują więcej i więcej. Niejednokrotnie słyszałam historię, iż podarunki zajmują całe pokoje tak, że nie można do nich wejść. Nie wiem ile w nich prawdy a ile przechwalania, ale wiem że jest bogato.

W Wielkiej Brytanii bardzo popularne są kartki dawane na wszelkiego rodzaju okazje. Święta są wymarzonym okresem aby obdarować nimi całą rodzinę, znajomych w pracy oraz sąsiadów. W okolicy gdzie mieszkałam przez ostatnie pięć lat miałam bardzo przyjaznych sąsiadów, obecnie jest gorzej niż gorzej, ale mimo to ci z którymi dzielę ściany dostali ode mnie podarunki a pozostałym rozdałam kartki świąteczne. Nie liczyłam na rewanż i dobrze bo byłabym rozczarowana.


Drugi dzień 
Boxing day - tak nazywa się drugi dzień świąt który nie ma w sobie już niczego świątecznego. Niektórzy wracają do pracy a inni biegną do centów handlowych na wyprzedaże. Otwarte są kawiarnie, restauracje i wcale nie świecą pustkami. Podobnie jest pierwszego stycznia. Dobrym przykładem jestem ja :( będę pracowała 31.12 do około 17:00 a w Nowy Rok o 08:00 muszę się wstawić do pracy :( :( Oj to chyba znak, że trzeba szukać nowej posady! 


Instagramowe focie świąteczne:

Po sześciu latach pobytu w Anglii wiem, że nie jestem łatwym kąskiem do zangielszczenia. Płynie we mnie polska krew i  wyznaję polskie tradycje tak bardzo, iż nawet po 20 latach nie byłabym wstanie się ich wyprzeć! 

7.12.14

Hairdresser - your enemy


Gdybym chodziła regularnie do fryzjera moje włosy zawsze byłyby krótkie i pewnie nie raz dałabym się namówić na ich farbowanie. Po raz ostatni zasiadłam na dłużej na fryzjerskim fotelu pięć lat temu (w międzyczasie wpadałam obciąć "grzywkę" na sucho). Moje biedne poszarpane i wybarwione włosy z miesiąca na miesiąc czuły się coraz lepiej. Końcówki przycinałam w zaciszu domowym i obchodziłam się z nimi z największą troską. Odzyskałam swój naturalny kolor i radość :) Pewnie tylko dlatego po raz pierwszy od dwudziestu lat mam włosy w dobrej kondycji - tak jak jako nastolatka. 

Niestety... kiedy przychodzi jesień każda z nas chce coś zmienić! Ta ochota nie ominęła także i mnie. W pracy 50% dziewczyn odwiedziło fryzjera i zmieniło fryzurę. Liczba ta jest bardziej niż zaskakująca ponieważ branża w której pracuje zatrudnia 99% mężczyzn :) W tym samym czasie jedna z fundacji dobroczynnych organizowała zbiórkę pieniędzy w wyniku której osoba, która podejmie się obcięcia 18 cm włosów może przyczynić się do zbiórki pieniędzy na cele charytatywne. Na tą akcję nie dałam się namówić, ale z decyzją o umówieniu się do fryzjera nie czekałam ani chwili.

Stałam w korku kiedy dostrzegłam zakład fryzjerski. Wizyta umówiona na kolejny poranek. Miły pan, świetna muzyka, luźna konwersacja, pusty salon i ...  oczarowana tym wszystkim  dałam się namówić na więcej niż zamierzałam. Czy fryzjerzy tak bardzo kochają ścinać więcej włosów niż życzy sobie klient? Tęskniłam za tzw "dopieszczeniem" w salonie fryzjerskim, ale zadowolenie minęło już po pierwszym myciu głowy. Ajjjj... włosy nie straciły na długości ale na gęstości. Frustracja której chciałam uniknąć i na jaką sama się zgodziłam.  Owszem ta część ciała zawsze odrasta, tylko że u mnie trwa to zdecydowanie za długo! 
Niemniej jednak podoba mi się fryzura ze zdjęć, które zostały zrobione zaraz po opuszczeniu salonu :)



30.11.14

be more dog



Ruda Lili przychodziła do nas codziennie. Zjawiała się niespodziewanie w kuchni kiedy jedliśmy sobotnie śniadanie, bądź budziła pocałunkami z zaskoczenia z popołudniowej drzemki. Zawsze spragniona pieszczot i zabawy. Trochę było mi smutno, że Teddy nie ma przyjaciela i zostając sam w domu skazany jest tylko na swoje towarzystwo. Marzenie o maine coonie było od dawna na mojej wish list. Wiedziałam, że kiedyś zamieszka z nami kolejny czworonóg, wszystko było tylko kwestią czasu (i portfela :). Pewnej sierpniowej niedzieli trafiłam w końcu na "to" ogłoszenie... jednakże kotek którego sobie upatrzyłam okazał się kocurem, a nie kotką. Uprzedzenie do polubienia się dwóch samców było dość ciężkie do obalenia. Hodowca jednak zapewniał mnie, że maine coony to zupełnie inne koty. Po 9 godzinach dałam się przekonać i teraz wiem, że miał całkowitą rację.
Wizyty w jego domu nie zapomnę chyba nigdy. Obraz przeszło dwudziestu dorosłych maine coonów (to koty ważące do 15 kilo!!! o wymiarach średniego psa) na czterdziestu metrach kwadratowych wyryło się w mojej głowie na zawsze! Trzymałam na rękach mojego wybranka, który został mi przyniesiony do osobnego pomieszczenia i ..... oniemiałam. Na którego patrzeć ??? Każdy inny: rudy, pręgowany, szary, beżowy i nawet czarny (którego nigdy nie widziała na własne oczy). Uffff.... a u nas w domu tylko jeden kolega w dodatku naburmuszony.... :) 
Neo zadomowił się bardzo szybko. Młodzieniec rośnie jak na drożdżach, rozbawia nas każego dnia i rozkochuje w sobie bez granic. Godzinami może przesiadywać na moich kolanach, klatce piersiowej bądź gdziekolwiek się wdrapie aby czuć ciepło. Wygina się przy tym jakby nie miał kości i pozwala zrobić ze sobą niemal wszystko. Teddy z nieufnością i wielkim dystansem podszedł do młodszego brata. Pozwolił mu wyjeść sobie wszystko z miski, wygonić się z ulubionego legowiska czy nawet ustąpić w kolejce do toalety :) Niejednokrotnie płakał "oddaj go" aż w końcu nadeszła chwila kiedy przestali się bawić nie na żarty i furczeć.  Może już niedługo będą przyjaciółmi .... 
Różnice między nimi są ogromne zarówno w charakterze jak i wyglądzie ale o tym w osobnym poście. Z radością patrzy się jak myją sobie pyszczki, przytulają się i w zabawie roznoszą cały dom. Pisząc tego posta leżą oboje w koszyku pod stołem. Jeszcze trochę i się do niego nie zmieszczą .....  

26.11.14

Home


Po tygodniowym pobycie na Wyspach Kanaryjskich nie mogę odnaleźć się w domu. Mam wrażenie, że wyjechałam jesienią a przyjechałam zimą.  Przywiozłam ze sobą kolejne przeziębienie, które wzorowo wpisuje się w coroczny scenariusz. Zawiało chłodem, zabrakło słońca. Na szczęście atmosferę ocieplają zbliżające się święta. Zanim zacznę wieszać bombki postanowiłam podzielić się z Wami kilkoma ulubionymi ujęciami z wciąż niedokończonego domu. Wiem, że meblowanie i wyposażenie to niekończąca się historia, tym bardziej jeśli sprzedało się większość poprzednich mebli. Nie ukrywam także, że dobieranie dodatków sprawia mi niesamowitą frajdę. W głębi duszy noszę jednak jedną ogromną obawę. Jeśli zmieni mi się gust (co obserwujemy notorycznie u nas kobiet) zmiana "dekoracji" będzie bardziej niż bolesna :)

 

15.11.14

HARMONY

U mnie znów przestój. Znalazłabym milion wytłumaczeń, ale po co?  Ważne, że przybywam z nowym postem. Zmieniłam trochę wygląd bloga, który napawa mnie większym optymizmem i chęcią do tworzenia. Ale wiecie... nie ma co obiecywać, tylko działać!

Jesień czuć już na każdym kroku. Moje kwiaty zapadają w zimowy sen, koty przybrały grubsze futerka, a chłodne i ciemne poranki powodują, że wsypuję podwójną dawkę kawy do kwiatowego kubka. Jak każdego roku cierpię na zamarzanie i mam wrażenie, że to już środek zimy :) Nie wiem ile warstw odzieję na siebie jak przekroczę osiemdziesiątkę, ale już teraz potrafię założyć 4 długie rękawy kiedy na dworze jest +10 :) ! Jedyne o czym teraz marzę to wypoczynek w ciepłym kraju. Krótkie spodenki, t-shirt okulary słoneczne i sandałki :) :) Z drugiej strony angielskie media tak trąbią o Świętach, że z niecierpliwością wyczekuję kiedy zacznę dekorować dom i robić menu. Jak zwykle sprzeczności... czyli cała JA!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...